Jeśli jesteś właścicielem tej strony, możesz wyłączyć reklamę poniżej zmieniając pakiet na PRO lub VIP w panelu naszego hostingu już od 4zł!
Strony WWWSerwery VPSDomenyHostingDarmowy Hosting CBA.pl

Darmowe probki markowych kosmetyków – Nowe!

» Denkomaniczka- wiosenne zużycia. Kolejna witryna oparta na WordPressie

Szukaj

» Denkomaniczka- wiosenne zużycia.

Denkomaniczka- wiosenne zużycia.

Przyznaję się bez bicia- wraz z nadejściem wakacji zachorowałam na przewlekłego lenia, który wraz z nastaniem poranka, doszczętnie zabija wszystkie ambitne plany i zamiary, które zrodziły się w mojej głowie poprzedniego wieczoru. Lipcowe przedpołudnia spędzam w aptecznych murach, „bawiąc się” recepturą, przekładając z ręki do ręki setki opakowań leków, których nazwy handlowe jeszcze cały niewiele mi mówią i przyglądając się zaciekle relacji pacjent-aptekarz (nie jestem pewna, czy to aby na pewno do końca moja bajka, ale wrócę jeszcze do tego tematu na blogu). Popołudniami zawzięcie wędruję palcem po mapie i walczę z własną naturą perfekcjonistki, która doprowadza do szału mnie i moje marzenia. Nim się obejrzę nadchodzi wieczór, a migający na ekranie komputera kursor, zdradzam z ramionami swojego faceta, odcinkiem serialu czy kilkoma stronami wakacyjnej lektury. Czasami, tak jak dziś, dopadają mnie wyrzuty sumienia, że pomimo wakacyjnej beztroski, znowu dałam Wam od siebie odpocząć na ponad dwa tygodnie. Podejmuję więc działania leniobójcze i oto jestem. ;)

Przygotowałam dla Was garść mini recenzji produktów, które dzielnie zużywałam w przeciągu ostatnich kilku miesięcy. Nazwałam je wiosennym projektem DENKO, mam nadzieję, że wypatrzycie dla siebie coś ciekawego! Zapraszam do czytania. ;)


Kremowy żel pod prysznic z olejkiem makadamia i masłem kakaowym Palmolive- biorąc pod uwagę zależność jakość-cena muszę przyznać, że olbrzymia butla o pojemności 500 ml mieściła w sobie naprawdę niezły produkt. Na plus zaliczam gęstą, kremową i nieprzesuszającą skóry formułę i przyjemny, ciepły, ale jednocześnie bardzo delikatny i nienachalny zapach. Byłam z tego żelu naprawdę zadowolona i bardzo możliwe, że wrócę do niego w okresie jesienno-zimowym.

Kremowy żel pod prysznic pistacja i magnolia Dove- znalazł się w moich ulubieńcach, pachnie tak że dosłownie chce się go zjeść, a to chyba najlepsza rekomendacja do zakupu dla takich słodyczoholików jak ja. ;) Pod względem właściwości pielęgnacyjnych również nie można mu nic zarzucić. Na pewno jeszcze nie raz zawita w mojej łazience.

Płyn do higieny intymnej Ziaja Intima (brzoskwinia)- spisywał się bez zarzutów. Mam kolejne opakowanie tym razem innej wersji zapachowej. :)

Zmysłowy solny peeling do ciała DelaWell- również znalazł się w moich ulubieńcach. Jeden z najlepszych peelingów do ciała jakiego miałam okazję używać. Po pierwsze- zapach. Jest obłędny, przypomina dobre, markowe perfumy. To bardzo mocny zdzierak, drobinki które zawiera są ostre (i nie rozpuszczają się pod wpływem wody tak jak w peelingach cukrowych) dlatego nie używałam go na uda, na których mam problem z naczynkami. Wszędzie indziej sprawdzał się idealnie. :) Pięknie wygładzał skórę i świetnie ją nawilżał (ma genialny skład, zawiera masło shea, olej jojoba i makadamia), traktowałam go jako małą dawkę luksusu i relaksu po ciężkim tygodniu i jeśli i Wy potrzebujecie czegoś podobno, to strasznie go Wam polecam.

Szarlotkowe masło do ciała Sweet Secret Farmona-  nie będę pisać Wam, że to masło pachnie genialnie. Wystarczy chyba komentarz mojego chłopaka, który za każdym razem kiedy go użyłam mówił, że „przyszło ciastko”. ;) Wbrew pozorom nie jest to produkt, który poza tym, że zostawia na skórze ładny zapach, nie robi nic. Masło przy regularnym stosowaniu bardzo fajnie dbało o moją skórę i pozostawiało ją nawilżoną przez większą część dnia. Przyjemnie się rozprowadzało, nie ma najgorszego składu, a do tego jest niedrogie i każda z nas może sobie taki smakołyk bez kalorii bez problemu pozwolić. :)

Pianka do golenia Isana (jabłko)- niedroga, całkiem wydajna i spełniająca swoje zadania. Lubię i polecam.

Szampon do włosów tłustych Ziaja- też już niejednokrotnie przewijał się na moim blogu. Używam go od ponad roku i jestem z niego bardzo zadowolona. Dobrze oczyszcza skórę głowy, nie podrażnia jej, nie przesusza, jest niedrogi, wydajny i super pachnie. Niczego więcej nie potrzebuję. :)

Odżywka do włosów lśniący blask z różą Jerycha Timotei- całkiem przyjemna odżywka, ale trzeba zaznaczyć, że ja nie wymagam od produktów tego typu zbyt wiele. Moje włosy są w bardzo dobrej kondycji, szukam jedynie czegoś co ułatwi ich rozczesywanie, a przy okazji ich nie obciąży. Produkt Timotei spełnił moje wymagania, a przy okazji bardzo ładnie pachniał i miał wygodne opakowanie, więc jestem na tak.

Regenerujący krem do rąk Dermedic Emolient Linum*- recenzja TUTAJ, moje zdanie na jego temat nie uległo zmianie
Balsam pod prysznic Nivea- należę do osób, które zupełnie nie rozumieją fenomenu tego produktu. Poza pięknym zapachem ten produkt nie ma według mnie żadnego pozytywnego działania…
Antyperspirant Rexona (wersja aloesowa)- był jak najbardziej ok, w przypadku antyperspirantów podobnie jak w przypadku odżywek do włosów, moje wymagania nie są szczególnie wygórowane, gdyż większość produktów sprawdza się u mnie dobrze. Jeśli chodzi o Rexonę, to wersje w kulce są moimi ulubionymi.
Mleczko do ciała Au Lait Scottish- zabrałam je ze sobą na jakiś wyjazd, ale powiem Wam szczerze, że strasznie mnie denerwowało. Pięknie pachnie, ale to chyba jedyny plus jaki jestem w stanie dostrzec w tym produkcie. Okropna, bardzo płynna konsystencja… mleczko dosłownie przelatuje przez palce. Nie nawilża też jakość specjalnie, nie powala składem, więc zupełnie nie rozumiem dlaczego pełnowymiarowe opakowanie kosztuje ponad 40 zł.

Krem pod oczy Dermedic Tolerans Sensitive*- mój ulubieniec, po szczegółową recenzję odsyłam Was TUTAJ
Lekki krem ochronny Dermedic Angio Preventi*- wcześniej uważałam, że mnie zapycha, ale kiedy stan mojej cery znacznie się poprawił, sprawdzał się naprawdę bardzo, bardzo dobrze. Myślę, że pomimo niezbyt pochlebnej recenzji (KLIK) wrócę do niego zimą.
Nawilżający krem pod oczy 25+ Bioliq- kolejny bardzo dobry krem pod oczy, muszę przyznać, że podobnie jak produkt Dermedic (który wygrywa jednak w kategorii konsystencja i opakowanie) bije na głowę wszystkie drogeryjne kremy pod oczy, których miałam okazję używać. Bardzo, bardzo go Wam polecam! Jest treściwy, robi to co ma robić, a przede wszystkim nie podrażnia oczu.

Płyn micelarny 3 w 1 Green Pharmacy (wersja rumiankowa)- bardzo, bardzo dobry i bardzo niedoceniany płyn micelarny. Miałam jeszcze wersję z owsem i obie sprawdzają się tak samo świetnie. Myślę, że z czystym sumieniem można postawić go obok słynnego płynu z Garniera, o którym huczy cała blogosfera. Jest bardzo delikatny, ale skutecznie radzi sobie z każdym makijażem. Duży plus za pojemność (500 ml) i niską cenę (mniej niż 10 zł). Niestety nie można dorwać go w Rossmannie. :( Jeśli jesteście zainteresowane, to zróbcie rundkę po aptekach albo supermarketach typu Leclerc, tam na pewno te płyny widziałam. :)

Energetyzująca pianka do mycia twarzy Youngy 20 Lirene- przyjemny zapach, fajna konsystencja i jeszcze fajniejsza aplikacja, ale jak dla mnie… nic poza tym. Mam wrażenie, że pianka jednak słabo oczyszczała skórę i zużyłam ją w czasie porannej pielęgnacji. Jeśli chodzi o demakijaż do była zdecydowanie za słaba.

Żel do mycia twarzy liście manuka Ziaja- ten produkt z kolei wspominam bardzo dobrze i na pewno jeszcze nie raz zawita w mojej łazience. Delikatny, ale skuteczny. A przy tym śmiesznie tani i dostępny tak naprawdę na każdym kroku. Skusiłam się na niego chyba jako ostatnia, mam wrażenie że każdy zna już te produkty, a ja jak zwykle jestem sto lat za murzynami. ;P

Płyn micelarny BeBeauty- lubię i ja. :)

Zmywacz do paznokci w chusteczkach NJ- na wyjazdy fajna sprawa, ale na co dzień zdecydowanie wolę tradycyjne zmywacze. Chusteczki są szalenie niewydajne i nie radzą sobie najlepiej z ciemnymi lakierami.

Maseczka Peel Off z wyciągiem z grejpfruta, papają i D-panthenolem Efektima- nie wiem co mnie podkusiło, żeby wrzucić do koszyka tego małego koszmarka. Maseczka jest tragiczna. Nie dość, że zwyczajnie nie działa, to zapycha i cholernie ciężko jest ją ściągnąć. Polecam trzymać się od niej z daleka. ;) Szkoda pieniędzy.

Udało mi się też zużyć podkład Revlon Color Stay do cery tłustej i mieszanej w najjaśniejszym odcieniu #150 Buff, który mieszam z kremami BB i uzyskuję idealne dla mnie połączenie pod względem koloru, trwałości i naturalnego efektu. Bardzo polecam Wam spróbować takiej kombinacji, jeśli CS solo się u Was nie sprawdza. :)

Wykończyłam dwie maskary: Wibo Growing lashes, nad którą zachwytów też niestety nie rozumiem (moim zdaniem żółta maskara Lovely bije tę na głowę) oraz Build Up Mascara Extra Volum marki Isadora z bardzo tradycyjną „włochatą” szczoteczką, której również daleko do moich KWC od Maybelline czy L’Oreala. :P

Pozostałe produkty: baza pod cienie Grashka (totalna porażka), szminka Paese (nie zużyłam, bo zupełnie nie czuję się w czerwonych pomadkach) i nudziak z Rimmella (kiedyś ją lubiłam, teraz mam w swojej kolekcji lepsze „nudne” egzemplarze) wyrzucam z powodu kończącej się daty przydatności.

Na deser zostawiłam sobie jeszcze dwa puste opakowania, do których wrócę przy następnej okazji. Najwyższy czas żeby doczekały się oddzielnej recenzji. :)

Dajcie znać czy miałyście okazję używać któregoś z bohaterów dzisiejszego posta. Jestem ciekawa Waszej opinii na ich temat.

Dobrej nocy :*

MÓJ INSTAGRAM
https://instagram.com/soonnaaillee/

* produkt otrzymałam w ramach współpracy

PS. Kończę właśnie nadrabiać zaległości w odpisywaniu na Wasze maile i mam prośbę do Moniki, która jeszcze nie dostała odpowiedzi (wiem, że to czytasz!): bardzo Cię proszę o ponowną wiadomość (albo komentarz) i podanie innego adresu mailowego, bo na ten wysłany przez Ciebie w ostatnim formularzu, niestety nie jestem w stanie odpisać. Wyskakuje błąd, którego nie mogę zweryfikować. :(


Denkomaniczka- wiosenne zużycia.
Polub strone i wez udzial w Denkomaniczka- wiosenne zużycia.:


Denkomaniczka- wiosenne zużycia.




Szukaj

Sól bocheńska grapefruit

Jeśli chodzi o produkty do kąpieli to uwielbiam płyny, olejki czy sole. Niestety uwielbiam też leżenie w wannie wypełnionej gorącą wodą. Niestety, bo takie posiadówki nie są najlepsze dla kondycji naszej skóry. Ale cóż czasem to jedyny moment oddechu w ciągu dnia Jak już wiecie uwielbiam także cytrusowe zapachy- tak więc tę sól otworzyłam prawie natychmiast po otrzymaniu Dostałam ją przy okazji świątecznego spotkania blogerek, o którym Wam pisałam.  Zapach faktycznie cytrusowy. Wypełnia łazienkę swoim aromatem. Lekko zabarwia również wodę na żółto. Podczas wylegiwania w wannie faktycznie otula swoim cytrusowym zapachem. Nie pozostaje na skórze, co dla mnie jest plusem,…..

Organic shop peeling cukier trzcinowy

Znacie już zapewne peelingi Organic Shop, do których pałam wielką miłością. Zakochana w nich jetem od pierwszego użycia. Staram się przetestować wszystkie wersje zapachowe Ciężko określić zapach tego peelingu. Lekko słodki, lekko cukrowaty ale a domieszka czegoś naturalnego. Ten jednak jest nieco inny niż wersje, które testowałam wcześniej. Mianowicie nie jest takim mocnym zdzierakiem. Zdecydowanie drobinki peelingujące są mniejsze, a działanie mniej ostre. Aczkolwiek jest bardzo skuteczny. Świetnie się spłukuje. Może troszkę bardziej osiada na wannie niż inne wersje, ale i tak się polubiliśmy. Zostawiam Wam linki do innych wersji zapachowych czekolada, pomarańcza, trawa cytrynowa, malinowa.

Yankee Candle Shea Butter

 Ostatnio więcej palę wosków. Chłodne i brzydkie dni zachęcają do pozostania w domu. A jak już jestem to czemu nie umilić popołudnia jakimś ciekawym zapachem ?Wosk z rześkiej linii zapachowej Yankee Candle z serii Classic. Wyczuwalne aromaty: masło shea. To zapach idealny na zimne wieczory. Jest ciepły, delikatny i otulający. Nie jest to dla mnie zapach naturalnego masła shea jaki znam. Bliżej mu do hm… perfum o zapachu masła shea, może jakiegoś balsamu. Na pewno to nie czysty zapach masła shea….Nie jest to zapach, który przeszkadza, a raczej taki, który umila wieczór spędzony pod kocykiem. Możecie go kupić na goodies.pl

Kringle Candle Pink Grapefriut

Moja pierwsza świeca. Jako początkujący świecomaniak zdecydowałam się na Kringle Candle- posiadają dwa knoty, dzięki którym równo się palą- więc nie muszę posiadac osprzetu w postaci sweterków i takich tam Bardzo lubię prostotę tych słoi. Są eleanckie, a zarazem bardzo proste. Etykietka od razu zdradza zapach- czysty różowy grapefruit. Świeży, słodki, soczysty. Uwielbiam zapachy owocowe, a cytrusy w szczególności. Zdecydowanym plusem dla mnie jest intensywność tej świecy. Muszę ją momentami gasić, bo zbyt mocno ją czuję. Zapach jest absolutnie cudowny. Zakupić możecie ją na goodies.pl

Yankee Candle Summer Peach

Sampler z owocowej linii zapachowej Yankee Candle z serii Classic o zapachu soczystych brzoskwiń, dojrzewających w gorących promieniach południowego słońca z domieszką subtelnych nut piżma i wanilii. Owocowe zapachy to jedne z moich ulubionych. Summer peach na sucho pachnie nieco chemicznie. Jednak po rozpaleniu dociera do nas zapach soczystych, dojrzałych w słońcu brzoskwiń. Nie wyczuwam osobiście innych nut. Sampler palę jak wosk. Zdecydowanie lepiej się to u mnie jakoś sprawdza. Z chęcią do niego wrócę. Chociaż jest tyle zapachów do wypróbowania…. Kupić go możecie na goodies.pl


Leave a Reply