Jeśli jesteś właścicielem tej strony, możesz wyłączyć reklamę poniżej zmieniając pakiet na PRO lub VIP w panelu naszego hostingu już od 4zł!
Strony WWWSerwery VPSDomenyHostingDarmowy Hosting CBA.pl

Darmowe probki markowych kosmetyków – Nowe!

» Przemyślenia. Kolejna witryna oparta na WordPressie

Szukaj

» Przemyślenia.

Przemyślenia.

Jest wtorek, parę chwil po tym, jak dzień powoli wkroczył do pokoju. Wczorajszy przymusowy spacer, w drodze powrotnej z praktycznego egzaminu (swoją drogą chyba najważniejszego w mojej „farmaceutycznej karierze”) wyssał ze mnie wszystkie siły. Poturbowana brakiem snu, ale z pełną satysfakcją, padłam po powrocie na łóżko. Dziś, z nowymi siłami, odważnymi planami i spokojem w środku, czując ciepły wiatr przelatujący przez labirynt otwartych okien, doszłam do wniosku, że to ten moment. Moment by zacząć.
Zasnęłam z pięknymi zdaniami, które najwyraźniej dobiła senność poranka. Od dobrych kilkunastu minut wpatruję się bowiem w migający na monitorze komputera kursor, a każde kolejne słowo przychodzi coraz trudniej.

Czasami mam ochotę zadrwić sama z siebie. Właśnie za te odważne, wielkie plany, z których tak często po prostu nic nie wychodzi. Tworzę ambitne listy „do zrobienia”, w których sprawy przekrzykują się priorytetami, daję z siebie 150% normy i pewnie stawiam kolejne kroki, a cel do którego dążę nadal wydaje się być tylko odległym wyobrażeniem w mojej głowie. Doba wiecznie jest za krótka, a ja, choć kocham to co robię, cieszę się z miejsca w którym jestem i każdego dnia mam ochotę wykrzyczeć całemu światu, że jestem szczęśliwa, chwilami odczuwam życiowy niedosyt, by to szczęście móc przeżyć do samego końca… Wiecie o czym mówię?

Podobnie jest z blogowaniem… Słowa, którymi podzieliłam się z Wami dwa posty temu, idealnie oddają to, co chciałabym Wam przekazać:

Tak jak się obawiałam, (a może bardziej spodziewałam?) proces mojego dziczenia internetowego postępuje. Dni uciekają mi przez palce i chwilami ciężko mi uwierzyć, że od magicznego sylwestra minęły już prawie cztery miesiące. Woda moich blogowych planów pozostała przez ten czas niewzruszona, a mnie coraz bardziej niepokoi i denerwuje ten zastój. Odzywa się we mnie wewnętrzny głos perfekcjonistki, która depcząc mi po piętach uparcie przekonuje, że jak mam robić coś byle jak, to może lepiej nie robić tego wcale? Z drugiej strony nie wyobrażam sobie od tak po prostu zostawić tego miejsca… I pewnie dlatego, pomimo narastającej frustracji i towarzyszącej jej bezsilności, chwytam spróchniałe wiosła moich możliwości i próbuję bywać tutaj jak najczęściej… Z różnym skutkiem.

Zasypujecie mnie pytaniami, kiedy znowu wrócę do regularnego prowadzenia bloga, piszecie, że brakuje Wam moich postów, ale są też tacy, którzy nie kryją swojego rozczarowania i zwyczajnie stąd uciekają. Gdy pytacie czy mi to przeszkadza, odpowiadam że ja bloga nie prowadzę dla statystyk. Nie uległam powszechnie panującej ostatnio modzie, na profesjonalne blogi i blogowanie jako styl życia. Nie zależy mi na tym, żeby mój blog wyglądał i był super profesjonalny, by posty pojawiały się w wyznaczone dni tygodnia, nie chcę spędzać godzin nad aranżacją tła do zdjęć, nie muszę podejmować modnych tematów, widnieć w rankingach i nie boli mnie fakt, że w nich spadam. Jeśli kogoś to kręci, to super. Dla mnie blogowanie w takim wymiarze po prostu traci pewien urok i choć świat idzie do przodu, to ja chyba tęsknię za dawną, prostą blogosferą…

Dla mnie to miejsce jest ucieczką od codzienności. Traktuję je nie tylko jako blog o kosmetykach i innych kobiecych tematach,  ale trochę jak swoją myślodsiewnię, zostawiam tu dużą cząstkę siebie, którą bardzo chcę utrwalić. Podobnie jest z instagramem, który dla wielu z Was jest pewnie kopalnią pięknie wykonanych, inspirujących zdjęć. Mnie pozwala przede wszystkim łapać wyjątkowe, codziennie chwile i jednocześnie dzielić się z Wami swoją nie zawsze kolorową i czasami szalenie nudną rzeczywistością. Magicznym sposobem mogę w parę sekund cofnąć się kilka tygodni wstecz, bo instagram, podobnie jak seria „miesiąc w zdjęciach” (za którą swoją drogą też tęsknię) funduje mi niesamowity spacer po wspomnieniach i swoich emocjach- radości, miłości, wzruszeniach, bliskości… Ale nie każdemu będzie to odpowiadać i nic nie mogę na to poradzić.

Mam trochę naturę szarej myszy, której nie przeszkadza fakt, że gubi się w anonimowym tłumie. Pewnie dlatego zawsze daleko będzie mi do blogerki z prawdziwego zdarzenia. I choć blogowanie to wspaniała współzależność między autorem, a odbiorcami, bez których tworzenie z oczywistych względów nie miałoby sensu, to z czytelnikami jest trochę tak jak z przyjaciółmi… Najbardziej ceni się tych, którzy zawsze są i zawsze wracają. Nawet jeśli przybierają formę tzw „cichych czytaczy” i nigdy się nie ujawniają.

Nie chcę Wam obiecywać, że regularność z jaką się tutaj pojawiam wskoczy w końcu na właściwy tor. Wystarczy, że obiecuję to samej sobie, a potem ląduję twarzą w bezradności. Może pojawię się tu jutro lub pojutrze, może za tydzień, a może dopiero za miesiąc. Nie chcę też za każdym razem za to przepraszać i się z tego tłumaczyć. Chcę byście mieli (bo Panowie też mnie czytają ;P) świadomość, że każdy mniejszy lub większy blogowy zastój, nie oznacza mojej rezygnacji, i że będę bywać tutaj tak często, jak tylko czas, studia i chęci mi na to pozwolą i tak długo, jak długo będę czerpać z tego frajdę i przyjemność. 

Dziękuję wszystkim którzy wytrwali do końca i przebrnęli przez lawinę moich przemyśleń. Ten post wisiał nade mną od jakiegoś czasu i cieszę się, że w końcu zdecydowałam się go napisać. Chciałam w ten sposób zmyć z siebie presję, jaką wiele osób na mnie narzuciło. Pamiętajcie, że ten blog jest dla Was, ale jest również dla mnie. Ma dziesiątki pomysłów na posty, trzymajcie kciuki by w końcu udało, pomału udało mi się je wszystkie zrealizować.
Wyłączam możliwość komentowania, bo tu nie bardzo jest co komentować.
Dziękuję za wszystkie maile i wiadomości, do napisania niebawem! :* 

 MÓJ INSTAGRAM
https://instagram.com/sonnaillee/

Przemyślenia.
Polub strone i wez udzial w Przemyślenia.:


Przemyślenia.




Szukaj

Sól bocheńska grapefruit

Jeśli chodzi o produkty do kąpieli to uwielbiam płyny, olejki czy sole. Niestety uwielbiam też leżenie w wannie wypełnionej gorącą wodą. Niestety, bo takie posiadówki nie są najlepsze dla kondycji naszej skóry. Ale cóż czasem to jedyny moment oddechu w ciągu dnia Jak już wiecie uwielbiam także cytrusowe zapachy- tak więc tę sól otworzyłam prawie natychmiast po otrzymaniu Dostałam ją przy okazji świątecznego spotkania blogerek, o którym Wam pisałam.  Zapach faktycznie cytrusowy. Wypełnia łazienkę swoim aromatem. Lekko zabarwia również wodę na żółto. Podczas wylegiwania w wannie faktycznie otula swoim cytrusowym zapachem. Nie pozostaje na skórze, co dla mnie jest plusem,…..

Organic shop peeling cukier trzcinowy

Znacie już zapewne peelingi Organic Shop, do których pałam wielką miłością. Zakochana w nich jetem od pierwszego użycia. Staram się przetestować wszystkie wersje zapachowe Ciężko określić zapach tego peelingu. Lekko słodki, lekko cukrowaty ale a domieszka czegoś naturalnego. Ten jednak jest nieco inny niż wersje, które testowałam wcześniej. Mianowicie nie jest takim mocnym zdzierakiem. Zdecydowanie drobinki peelingujące są mniejsze, a działanie mniej ostre. Aczkolwiek jest bardzo skuteczny. Świetnie się spłukuje. Może troszkę bardziej osiada na wannie niż inne wersje, ale i tak się polubiliśmy. Zostawiam Wam linki do innych wersji zapachowych czekolada, pomarańcza, trawa cytrynowa, malinowa.

Yankee Candle Shea Butter

 Ostatnio więcej palę wosków. Chłodne i brzydkie dni zachęcają do pozostania w domu. A jak już jestem to czemu nie umilić popołudnia jakimś ciekawym zapachem ?Wosk z rześkiej linii zapachowej Yankee Candle z serii Classic. Wyczuwalne aromaty: masło shea. To zapach idealny na zimne wieczory. Jest ciepły, delikatny i otulający. Nie jest to dla mnie zapach naturalnego masła shea jaki znam. Bliżej mu do hm… perfum o zapachu masła shea, może jakiegoś balsamu. Na pewno to nie czysty zapach masła shea….Nie jest to zapach, który przeszkadza, a raczej taki, który umila wieczór spędzony pod kocykiem. Możecie go kupić na goodies.pl

Kringle Candle Pink Grapefriut

Moja pierwsza świeca. Jako początkujący świecomaniak zdecydowałam się na Kringle Candle- posiadają dwa knoty, dzięki którym równo się palą- więc nie muszę posiadac osprzetu w postaci sweterków i takich tam Bardzo lubię prostotę tych słoi. Są eleanckie, a zarazem bardzo proste. Etykietka od razu zdradza zapach- czysty różowy grapefruit. Świeży, słodki, soczysty. Uwielbiam zapachy owocowe, a cytrusy w szczególności. Zdecydowanym plusem dla mnie jest intensywność tej świecy. Muszę ją momentami gasić, bo zbyt mocno ją czuję. Zapach jest absolutnie cudowny. Zakupić możecie ją na goodies.pl

Yankee Candle Summer Peach

Sampler z owocowej linii zapachowej Yankee Candle z serii Classic o zapachu soczystych brzoskwiń, dojrzewających w gorących promieniach południowego słońca z domieszką subtelnych nut piżma i wanilii. Owocowe zapachy to jedne z moich ulubionych. Summer peach na sucho pachnie nieco chemicznie. Jednak po rozpaleniu dociera do nas zapach soczystych, dojrzałych w słońcu brzoskwiń. Nie wyczuwam osobiście innych nut. Sampler palę jak wosk. Zdecydowanie lepiej się to u mnie jakoś sprawdza. Z chęcią do niego wrócę. Chociaż jest tyle zapachów do wypróbowania…. Kupić go możecie na goodies.pl


Leave a Reply