Jeśli jesteś właścicielem tej strony, możesz wyłączyć reklamę poniżej zmieniając pakiet na PRO lub VIP w panelu naszego hostingu już od 4zł!
Strony WWWSerwery VPSDomenyHostingDarmowy Hosting CBA.pl

Darmowe probki markowych kosmetyków – Nowe!

» Kosmetyki w podróży- co zabrałam ze sobą w góry? Kolejna witryna oparta na WordPressie

Szukaj

» Kosmetyki w podróży- co zabrałam ze sobą w góry?

Kosmetyki w podróży- co zabrałam ze sobą w góry?

Dziecięca euforia i radość, chyba tak mogę opisać swoje wrażenia po dwóch dniach Naszych pierwszych od trzech lat ferii spędzanych w górach. Znacie to miejsce gdzie chmury schodzą na ziemię i skrzypiąc dają się ugniatać stopami? To Zakopane.
Tutaj zima nabiera sensu i prawdziwego uroku, a chłodne, miękkie światło zimowych dni jest tutaj najpiękniejsze. Spowalnia wszystko wokół, nawet koszmarny czas sesji (koniec końców zakończonej sukcesem) odchodzi powoli w zapomnienie, a ja mogę pozwolić sobie na wmówienie jeszcze kilku chwil nieświadomości po wyłączeniu dzwoniącego budzika. Tęskniłam za tym okrutnie!

Zresztą, kiedy człowiek przeżywa wyjazd roku, ciężko jest go opisać.  Doborowe towarzystwo, narty, maximum śniegu i dobrego humoru, minimum codzienności. To po prostu nie może się nie udać.
Korzystając z tego, że mój facet nadal przysypia przy Esce, a do wyjścia mamy jeszcze trochę czasu, zapraszam Was na szybki post, w którym pokażę Wam co zabrałam ze sobą na wyjazd. Mam nadzieję, że wypatrzycie dla siebie coś ciekawego, tym bardziej że duża część kosmetyków to moi wielcy ulubieńcy ostatniego miesiąca. :) Zapraszam do czytania!
Żel + balsam pistacja&magnolia Purely Pampering Dove – świetny pielęgnacyjny duet na zimowe wieczory. Połączenie pistacji i magnolii (choć ja wyczuwam tutaj głównie te pierwsze) to mój zapachowy hit ostatnich kilku tygodni- ciepły, otulający i nieziemsko słodki. Jeśli lubicie takie zapachy, to koniecznie zajrzyjcie do drogerii, aktualnie prawie w każdej możecie dostać te produkty w promocyjnych cenach. Myślę, że warto, tym bardziej że pod względem pielęgnacyjnym też nie wypadają najgorzej.
Pianka do golenia Isana (wersja z aloesem)- stały bywalec w mojej kosmetyczce.
Antyperspirant Rexona w kulce  
Masełko z olejem arganowym The Body Shop- zabrałam je ze sobą również na sylwestrowy wyjazd i to właśnie wtedy totalnie się w nim zakochałam. Gdybym miała na zbyciu trochę pieniędzy, na pewno zakupiłabym pełnowymiarowe opakowanie. Dlaczego? Po pierwsze- za genialną, gęstą, treściwą konsystencja. Po drugie- piękny, delikatny zapach. Po trzecie- świetny skład i bardzo, bardzo dobre właściwości nawilżające. Masło z olejkiem arganowym (aktualnie używam go tylko do nawilżania stóp i dłoni, bo mi go szkoda :P ) w niczym nie przypomina masła grejpfrutowego z TBS, którego używałam jakiś czas temu i które dla mnie było totalnym bublem- przereklamowane i zupełnie nie warte swojej ceny.

Szampon Ziaja do włosów tłustych- bardzo fajny, miętowy, śmiesznie tani szampon dla przetłuszczającej się skóry głowy. Używam go bez przerwy od kilku ostatnich miesięcy, na wyjazd przelałam go w mniejsze opakowanie.

Balsam do włosów Bania Agafii- mała, poręczna saszetka idealnie sprawdza się w wyjazdowej kosmetyczce. Jeszcze go nie używałam, dopiero dzisiaj zaliczy swój debiut. ;)

Wiśniowy Carmex- lubię i już. :)

Czysta wazelina kosmetyczna Vaseline- nie pomyślałabym, że tak polubię się z tym produktem, ale ostatnio się z nim nie rozstaję. Super sprawdza się nie tylko do pielęgnacji ust, ale również innych przesuszonych partii skóry twarzy i ciała. Warto ją mieć! Jeżeli macie ochotę, zrobię Wam post o tym jakie zastosowania ma czysta wazelina, może okaże się dla Was przydatny?

Próbka kremu pod oczy marki Macrovita

Płyn micelarny BeBeauty- ente opakowanie. :)

Krem nawilżający matujący 25+ Ziaja- wróciłam do niego po krótkiej przerwie i tylko przypomniałam sobie za co go tak bardzo lubię. :) Jeden z moich ulubionych kremów na dzień, bardzo fajnie się sprawdza w przypadku mojej tłustej, skłonnej do trądziku cery.

Krem Effaclar Duo [+] La Roche Posay- zostały mi dosłownie resztki drugiego opakowania, na pewno zaopatrzę się w kolejne, bo ten produkt bardzo poprawił stan mojej skóry. Więcej opowiedziałam Wam o nim w TYM poście.

Puder oczyszczająco-złuszczający Yasumi- zabrałam go ze sobą zamiast zwykłego żelu do mycia twarzy, bo zajmuje bardzo mało miejsca, a jest przy tym szalenie wydajny. Na pewno opowiem Wam o nim więcej w oddzielnym poście, bo jest to dość ciekawy produkt i o ile jestem sceptycznie nastawiona do wszelkich tego typu kosmetycznych wynalazków, to muszę powiedzieć, że ten naprawdę nieźle się sprawdza (o ile lubicie takie bardzo oczyszczające produkty).

Perfumy Jimmy Choo- gwiazdkowy prezent od mojego chłopaka, ostatnio używam ich non stop, bo cholernie mi się podobają. Początkowo są słodko-kwaśne, ale z godziny na godzinę coraz bardziej czuć w nich toffii i paczulę, stają się bardzo tajemnicze, bliskoskórne i seksowne. Zapach jest szalenie oryginalny, ciężki do opisania i zdecydowanie zwraca uwagę otoczenia, ale na pewno nie spodoba się każdemu. Powąchajcie, jest szansa że zakochacie się w nim podobnie jak ja. :)

Róż do policzków Essence #10 Adorable- piękny, cukierkowy odcień na co dzień.

Wypiekane cienie do powiek Isadora #81 Cool Browns- gdybym miała zostawić sobie tylko jedną mini paletkę cieni, to bez wahania wybrałabym tę. Kolory idealne na każdą okazję, a przy tym genialna trwałość i pigmentacja. 

Zestaw do brwi Essence (wersja dla blondynek)- używam non stop od kilku dobrych miesięcy.

CC krem Bourjois w odcieniu #31 Ivory – nowość w mojej kosmetyczce, ale już wiem że się polubimy. Żałuję, że tak długo zwlekałam z jego zakupem!

Gąbeczka do podkładu SYIS- super sprawa, sprawdza się bez zarzutu i ostatnio sięgam po nią dużo chętniej i dużo częściej niż po pędzel.

Maskara Maybelline the Colossal- jeden z moich ulubionych tuszów do rzęs (obok False Lash Wings od L’Oreal i śmiesznie taniej maskary Lovely). Polecam jeśli lubicie duże szczoty. ;)

Korektor Maybelline Affinitone w odcieniu #01 Nude Beige- jest ok, ale nie rozkochał mnie w sobie na tyle, bym pokusiła się o zakup kolejnego opakowania. Trochę denerwuje mnie jego sucha, pudrowa konsystencja i fakt, że lubi przesuszać okolice pod oczami… Duży plus za krycie i trwałość.

Rimmel Apocalips w odcieniu #100 Phenomenon- niesamowicie trwały nudziak na co dzień. Jedyne co mi nie odpowiada to zapach tego produktu, na szczęście jest wyczuwalny tylko w momencie aplikacji.

Żelowy eyeliner Rimmel Scandaleyes- kolejna nowość, dawno nie miałam żelowego linera i jakoś nie mogę się do niego przyzwyczaić. Na pewno za jakiś czas pojawi się osobny post na jego temat, póki co testuję. :)

I to już wszystko….

Dajcie znać czy znacie któryś z pokazanych przeze mnie produktów, jestem ciekawa jakie macie zdanie na ich temat. :) W tym tygodniu możecie spodziewać się jeszcze jednego kosmetycznego posta. Napadłam na Hebe (którego w Bydgoszczy niestety nie mamy) i koniecznie muszę pokazać Wam co przytargałam ze sobą do pokoju. Tymczasem uciekam, szkoda czasu na leżenie w łóżku, gdy przez zasłony wpada tak pięknie słońce. Miłego dnia!

MÓJ INSTAGRAM
http://instagram.com/sonnaillee/

Kosmetyki w podróży- co zabrałam ze sobą w góry?
Polub strone i wez udzial w Kosmetyki w podróży- co zabrałam ze sobą w góry?:


Kosmetyki w podróży- co zabrałam ze sobą w góry?




Szukaj

Sól bocheńska grapefruit

Jeśli chodzi o produkty do kąpieli to uwielbiam płyny, olejki czy sole. Niestety uwielbiam też leżenie w wannie wypełnionej gorącą wodą. Niestety, bo takie posiadówki nie są najlepsze dla kondycji naszej skóry. Ale cóż czasem to jedyny moment oddechu w ciągu dnia Jak już wiecie uwielbiam także cytrusowe zapachy- tak więc tę sól otworzyłam prawie natychmiast po otrzymaniu Dostałam ją przy okazji świątecznego spotkania blogerek, o którym Wam pisałam.  Zapach faktycznie cytrusowy. Wypełnia łazienkę swoim aromatem. Lekko zabarwia również wodę na żółto. Podczas wylegiwania w wannie faktycznie otula swoim cytrusowym zapachem. Nie pozostaje na skórze, co dla mnie jest plusem,…..

Organic shop peeling cukier trzcinowy

Znacie już zapewne peelingi Organic Shop, do których pałam wielką miłością. Zakochana w nich jetem od pierwszego użycia. Staram się przetestować wszystkie wersje zapachowe Ciężko określić zapach tego peelingu. Lekko słodki, lekko cukrowaty ale a domieszka czegoś naturalnego. Ten jednak jest nieco inny niż wersje, które testowałam wcześniej. Mianowicie nie jest takim mocnym zdzierakiem. Zdecydowanie drobinki peelingujące są mniejsze, a działanie mniej ostre. Aczkolwiek jest bardzo skuteczny. Świetnie się spłukuje. Może troszkę bardziej osiada na wannie niż inne wersje, ale i tak się polubiliśmy. Zostawiam Wam linki do innych wersji zapachowych czekolada, pomarańcza, trawa cytrynowa, malinowa.

Yankee Candle Shea Butter

 Ostatnio więcej palę wosków. Chłodne i brzydkie dni zachęcają do pozostania w domu. A jak już jestem to czemu nie umilić popołudnia jakimś ciekawym zapachem ?Wosk z rześkiej linii zapachowej Yankee Candle z serii Classic. Wyczuwalne aromaty: masło shea. To zapach idealny na zimne wieczory. Jest ciepły, delikatny i otulający. Nie jest to dla mnie zapach naturalnego masła shea jaki znam. Bliżej mu do hm… perfum o zapachu masła shea, może jakiegoś balsamu. Na pewno to nie czysty zapach masła shea….Nie jest to zapach, który przeszkadza, a raczej taki, który umila wieczór spędzony pod kocykiem. Możecie go kupić na goodies.pl

Kringle Candle Pink Grapefriut

Moja pierwsza świeca. Jako początkujący świecomaniak zdecydowałam się na Kringle Candle- posiadają dwa knoty, dzięki którym równo się palą- więc nie muszę posiadac osprzetu w postaci sweterków i takich tam Bardzo lubię prostotę tych słoi. Są eleanckie, a zarazem bardzo proste. Etykietka od razu zdradza zapach- czysty różowy grapefruit. Świeży, słodki, soczysty. Uwielbiam zapachy owocowe, a cytrusy w szczególności. Zdecydowanym plusem dla mnie jest intensywność tej świecy. Muszę ją momentami gasić, bo zbyt mocno ją czuję. Zapach jest absolutnie cudowny. Zakupić możecie ją na goodies.pl

Yankee Candle Summer Peach

Sampler z owocowej linii zapachowej Yankee Candle z serii Classic o zapachu soczystych brzoskwiń, dojrzewających w gorących promieniach południowego słońca z domieszką subtelnych nut piżma i wanilii. Owocowe zapachy to jedne z moich ulubionych. Summer peach na sucho pachnie nieco chemicznie. Jednak po rozpaleniu dociera do nas zapach soczystych, dojrzałych w słońcu brzoskwiń. Nie wyczuwam osobiście innych nut. Sampler palę jak wosk. Zdecydowanie lepiej się to u mnie jakoś sprawdza. Z chęcią do niego wrócę. Chociaż jest tyle zapachów do wypróbowania…. Kupić go możecie na goodies.pl


Leave a Reply