This page is hosted for free by cba.pl, if you are owner of this page, you can remove this message and gain access to many additional features by upgrading your hosting to PRO or VIP for just 5.83 PLN.
Do you want to support owner of this site? Click here and donate to his account some amount, he will be able to use it to pay for any of our services, including removing this ad.
Strony WWWSerwery VPSDomenyHostingDarmowy Hosting CBA.pl

Darmowe probki markowych kosmetyków – Nowe!

» W odcieniach fioletu, czyli coś dla zielonookich. Kolejna witryna oparta na WordPressie

Szukaj

» W odcieniach fioletu, czyli coś dla zielonookich.

W odcieniach fioletu, czyli coś dla zielonookich.

Od kiedy w mojej kosmetyczce zamieszkały dwa kosmetyki do makijażu oczu marki Mary Kay z serii at play, po raz kolejny utwierdziłam się w przekonaniu, że moje zielone oczy uwielbiają fiolet! Kurcze, rzeczywiście coś w tym jest. :) Nic tak ładnie nie podbija zielonej tęczówki jak właśnie odcienie fioletu. I to nie byle jakie! Mary Kay przygotowała dla nas ciekawe połączenie chłodnej śliwki, wpadającego w róż burgundu i szampańskiego złota, które świetnie sprawdzi się zarówno w codziennym, jak i bardziej wyrazistym, wieczorowym makijażu.


Odcień kredki do oczu Purple Smoke jest właściwie identyczny z najciemniejszym cieniem wchodzącym w skład małego wypiekanego trio. Świetnie sprawdza się jako baza pod makijaż, cień do powiek, jak również do zaznaczenia zewnętrznego kącika czy dolnej powieki. Jakby się uprzeć to możnaby i narysować nią kreskę. ;) Kredka jest szalenie wydajna- jedno naostrzenie jej wystarcza nam na wykonanie kilku makijaży, trwała i  dobrze napigmentowana. Utrzymuje się na powiecie spokojnie przez większą część dnia, jest miękka, a sama jej aplikacja nie sprawia właściwie żadnych trudności. To co wyróżnia ją na tle innych kredek tego typu to fakt, że dobrze się rozciera, bez problemu blenduje i łączy z cieniami do powiek. Można przy jej pomocy wyczarować piękne smoky eyes, właściwie z użyciem tylko jednego cienia. Choć bym chciała- nie mam się do czego przyczepić!

Najbardziej zachwycił mnie chyba jednak kolor- cudnie mieni się w słońcu i ozłaca spojrzenie, absolutnie nie powodując efektu „zmęczonego oka”. Jeżeli jednak nie lubicie drobinek na oku i stawiacie na matowe, mniej zwracające na siebie uwagę produkty do makijażu oczu- odradzam Mary Kay. Ja lubię taki efekt, nawet na co dzień. :)

Wypiekane cienie do powiek w odcieniu On the horizon przywodzą na myśl wrzosowisko o zachodzie słońca. Odcienie są przepiękne i idealnie dobrane! To świetne rozwiązanie w podróż, na wakacje, ale i na co dzień, taki sprawdzony zestaw, kiedy się spieszymy i nie mamy czasu albo ochoty na kombinowanie z makijażem.

Cienie są dość twarde, ale o dziwo bardzo łatwo nabierają się na pędzel. Nawet bez użycia bazy nie ma problemów z wydobyciem z nich intensywności, co zresztą możecie zobaczyć poniżej:

On the horizon, to trio typowo perłowe, które na całe szczęście nie ma jednak nic wspólnego z chamskimi drobinami, wędrującymi po całej naszej twarzy. Wręcz przeciwnie- na „solidnej podstawie” (czytaj bazie pod cienie ;) ) zupełnie się nie osypują, a makijaż bez poprawek wygląda bardzo ładnie właściwie przez cały dzień.

Można je nakładać zarówno na sucho (jeżeli zależy nam na bardziej subtelnym, delikatnym efekcie, w sam raz do szkoły czy pracy), albo na mokro (to już jest wersja ekstra, typowo imprezowa- pięknie lśnią, zyskują jeszcze większą trwałość i intensywność! :) ) W obu przypadkach cienie dobrze się ze sobą łączą i bez problemu rozcierają.

Minusy? Bez użycia bazy zdarza im się rolować na powiecie po kilku godzinach. Trochę brakuje mi też mini aplikatora dołączonego do zestawu. Więcej nie zauważyłam. ;)

Podsumowując- niesamowicie polubiłam ten duet i często po niego sięgam. Baaardzo cenię sobie to, że mogę z jego pomocą zarówno delikatnie podkreślić i rozświetlić spojrzenie, jak i wyczarować bardziej wyrazisty, przyciągający wzrok makijaż. Najbardziej zachwyciły mnie kolory- uważam, że są bardzo eleganckie i idealnie dobrane do wszystkich posiadaczek zielonych oczu i fanek fioletu na powiekach. Duży plus za pigmentację, trwałość i bezproblemową aplikację. Poważnie zastanawiam się nad zakupem innych wersji kolorystycznych, złota kredka Gold Mine i cienie Tuxedo z tej serii coraz bardziej się do mnie uśmiechają. ;) Polecam przede wszystkim zielonookim i miłośniczkom lśniącego, lekko metalicznego wykończenia na powiekach.

Całą serię produktów At Play możecie obejrzeć TUTAJ.

Znacie kosmetyki Mary Kay? Lubicie fiolet na powiekach? :)
***

Wstałam przed 6:00, bo poczułam się w obowiązku zaszczycić Was kolejnym postem. Zapowiada się na bezproduktywny weekend i pierwszą połowę następnego tygodnia… Do środy mam po trzy koła dziennie, później powinno być lepiej- bo już tylko po jednym. :P Zastanawiam się czy Andrzejki spędzić z układem krążenia, pokarmowym, czy oddechowym… :P Też macie takie dylematy? :( ( Udanej zabawy jutro! :*

W tym miejscu dziękuję firmie Mary Kay, za udostępnienie mi tych produktów w celu ich przetestowania i zrecenzowania i jednocześnie zapewniam iż moja opinia na ich temat jest szczera i całkowicie obiektywna.


W odcieniach fioletu, czyli coś dla zielonookich.
Polub strone i wez udzial w W odcieniach fioletu, czyli coś dla zielonookich.:


W odcieniach fioletu, czyli coś dla zielonookich.




Szukaj

Relacja ze spotkania blogerek i upominki

Przychodzę dzisiaj do Was z relacją ze spotkania blogerek, które było w sierpniu…. tak wiem. Wpadłam znów w wir zajęć i zajątek. Dodatkowo zepsuł mi się tablet. A ponieważ całe życie mam za dużo czasu wolnego to postanowiłam pójść na studia. Także teraz nie tylko doba jest za krótka, ale i cały tydzień. Wracając do tematu. Spotkanie odbyło się w 31 sierpnia. Spotkałyśmy się w pizzerii Banolli. Jak zawsze były plotki. Tym razem odwiedziły nas też Panie z nieznanej mi wcześniej marki Uzdrovisko. Można było sluchać ich bez końca. Kobiety pełne pasji i wiedzy. To kosmetyki tworzone przez osoby z…..

Denko lipcowe

W lipcu to mi się nawet udało. Nie do wiary, że czas tak leci, że wielkimi krokami zbliżamy się do końca wakacji.Trzeba wykorzystywać ostatnie dni pogody. Ale wracając do tematu . Pokaże Wam jak poszło lipcowe zużycie. 1. Tołpa nawilżający żel pod prysznic- żel jak żel. Bardzo ładny i delikatny zapach. Nie wysuszał i nie podrażniał skóry. Zresztą mam raczej dobre relacje z Tołpą  2.Marion hialuronowe serum do twarzy- mam mieszane uczucia, tzn nie był to ani zły, ani świetny kosmetyk  3.Nutka emulsja do higieny intymnej- więcej w recenzji. Emulsja wydajna, nie podrażnia. 4.Szampon i odżywka InSight- Recenzja pojawiła się już…..

Denko lipcowe

W lipcu to mi się nawet udało. Nie do wiary, że czas tak leci, że wielkimi krokami zbliżamy się do końca wakacji.Trzeba wykorzystywać ostatnie dni pogody. Ale wracając do tematu . Pokaże Wam jak poszło lipcowe zużycie. 1. Tołpa nawilżający żel pod prysznic- żel jak żel. Bardzo ładny i delikatny zapach. Nie wysuszał i nie podrażniał skóry. Zresztą mam raczej dobre relacje z Tołpą  2.Marion hialuronowe serum do twarzy- mam mieszane uczucia, tzn nie był to ani zły, ani świetny kosmetyk  3.Nutka emulsja do higieny intymnej- więcej w recenzji. Emulsja wydajna, nie podrażnia. 4.Szampon i odżywka InSight- Recenzja pojawiła się już…..

Bielenda Highlight & contour Płynne rozświetlacze

Zwykle używam rozświetlaczy i róży w formie prasowanej. Zawsze bałam się mokrych produktów. Zdecydowanie łatwiej zrobić nimi plamy. Ale kiedy jak nie podczas lata poszaleć trochę z makijażem. Promienie słoneczne nadają wyrazistości naszym błyszczącym make’upom. Dziś o rozświetlaczach od arki Bielenda w odcieniu peach i pink. Urocze małe buteleczki z aplikatorami skrywają urocze rozświetalcze. Jeden w odcieniu brzoskiniowym drugi rożowym. Pierwszy traktowałam jako standardowy rozświetlacz drugi jako róż Moja pierwsza aplikacja to był niezły eksperyment, Nie bardzo wiedziałam ile produktu nałożyć i jak rozetrzeć go, by nie było plam. Szybko przekonałam się jednak, że zabawa nimi jest bardzo prosta. Nabierać…..

Nutka emulsja do higieny intymnej

O higienie intymnej krążą różne opinie. Ja staram się, żeby zawierała przede wszystkim łagodny środek myjący. Nie ufam zbyt pachnącym i zbyt pieniącym się płynom. Parę użyć zazwyczaj weryfikuje, czy jest to kosmetyk dla mnie czy niekoniecznie.  Tą emulsję udało mi się zdenkować. Nutka Emulsja do higieny intymnej len/echinacea. Klasyczne opakowanie jak na kosmetyk tego typu. Pompka zdecydowanie ułatwia aplikację pod prysznicem. 1 pompka zdecydowanie wystarcza. Dzięki temu emulsja jest bardzo wydajna. Bardzo muszę używać jakich produktów do higieny intymnej używaniem. Nie mogę pozwolić sobie na agresywne środki myjące, b bardzo szybko występuje u mnie podrażnienie i nawroty infekcji. Nie…..


Leave a Reply

  • Najnowsze wpisy

  • Najnowsze komentarze

  • Archiwa

  • Kategorie