Jeśli jesteś właścicielem tej strony, możesz wyłączyć reklamę poniżej zmieniając pakiet na PRO lub VIP w panelu naszego hostingu już od 4zł!

Darmowe probki markowych kosmetyków – Nowe!

» 2015 » Sierpień Kolejna witryna oparta na WordPressie

Szukaj

Archive for Sierpień, 2015

PRZESYŁKA od OTULFILCEM.PL

poniedziałek, Sierpień 31st, 2015

Witam serdecznie! :)

Dziś post na szybko, w którym pokażę Wam zawartość przesyłki od ‚Otulfilcem.pl’. Firma oferuje ręcznie szyte filcowe etui w szczególności na urządzenia elektroniczne i książki.

Z asortymentu wybrałam ‚etui na tablet z klapą’, coś więcej napiszę w kolejnym poście :)

Pozdrawiam! :)

Golden Oils ultranawilżający olejek do kąpieli i pod prysznic

poniedziałek, Sierpień 31st, 2015

Dziś na celowniku Ultra nawilżający olejek do kąpieli i pod prysznic od Bielendy olejek makadamia, marula, kukui

„Zawiera w sobie prawdziwą moc drogocennych olejków piękna. Nawilżająca formuła bazuje na połączeniu regenerujących i pielęgnujących właściwości szlachetnych olejków z najdalszych zakątków świata oraz delikatnych składników myjących. 
Olejek współgra z naturalnym odczynem skóry, a jego nawilżające działanie zapobiega wysuszeniu naskórka i wzmacnia jego funkcje ochronne. W kontakcie z wodą produkt tworzy delikatna miękką pianę otulającą ciało cudownym zapachem ciepłych olejkowych nut.”
Opakowanie miłę dla oka i odporne na działanie wilgoci w łazience. Dzięki pompce możemy dowolnie dozować kosmetyk co zapobiega nadmiernemu marnotrawstwu produktu. Aby dodać olejek do kąpeili trzeba paru pompek- jako płyn do kąpieli jest średnio wydajny.
Pod wpływem ciśnienia wody zaczyna się pienić .
Jak na olejek nie jest on zbyt tłusty, nie musimy szorować wanny po kąpieli.
Sprawdza się jako olejek do bezpośredniego mycia- nie ma człowiek ochoty umyć się drugi raz. Ma bardzo przyjemny zapach. 
Pozostawia na skórze delikatny , przyjemny zapach
Nie wysusza ani nadmiernie nie otłuszcza.
Polecam!
Pojemność 250 ml- cena okolo 15 zł

Bubel pod oczy

niedziela, Sierpień 30th, 2015

Dziś o kosmetyku, który zupełnie nie spełnił moich oczekiwań..
Skóra wokół oczu jest delikatna, ale zarazem wymagająca. Potrzebuje delikatnej i zarazem skutecznej pielęgnacji.
Żel pod oczy Alverde Aqua augengel
Ponieważ jest to produkt z drogerii DM nie będę się rozpisywać co obiecuje producent, gdyż po niemiecku nie „szprecham”
Żel (choć to za dużo powiedziane) jest zamknięty w standardowym opakowaniu dla preparatów do oczu, czyli w małej tubce z dziubkiem.
Dozowanie wydaje się być łatwością- mały otworek gwarantuje nam , ze niewielka ilosc preparatu zostanie wyciśnięta.
Niestety żel nie przypomina mi klasycznej konsystencji żelowej- jest bardzo wodnisty i dosyć dużo wypływa z opakowania.
Po nałożeniu na skórę daje efekt chłodzenia, lecz na tyle krótkotrwały i ulotny, że na pewno nie pomoże przy opuchniętych oczach.
Następnym odczuciem po nałożeniu jest uczucie ściągnięcia- do wytrzymania.
Po chwili jednak wszytskie odczucia mijają i tak nie ma chlodzenia, nie ma nawilżenia….
to co jest? 
nic po uzyciu go od razu ma sie ochote nałożyć co innego…. aaaaa… wiem że konsystencje żelowe są lżejsze, ale zeby były nijakie?
Nie, nie , nie….. 
Polecacie mi jakieś preparaty pod oczu?
mam ochotę na coś pod postacią roll-on :)

Zmysłowa wiśnia

sobota, Sierpień 29th, 2015

Lato… większość z nas je kocha, niestety nasza skóra nie… nawilżamy.. nawilżamy a czy widać efekty?
Czy zmysłowa wiśnia sprawdziła się w lecie?
A mowa o…. Bielenda masło do ciała zmysłowa wiśnia
Aksamitne kremowe masło do ciała o zapachu zmysłowej wiśni to idealny sposób na poprawę wyglądu i kondycji skóry. Masło zostało wzbogacone w olej z czarnej porzeczki o silnych właściwościach regenerujących, przeciwstarzeniowych i ochronnych na skórę. Dodatkowo zawartość ekstraktu z wiśni oraz betainy wyraźnie poprawia wygląd skóry, nawilża ją i rewitalizuje. Masło kompleksowo pielęgnuje ciało, aktywnie regeneruje naskórek, uelastycznia do, przywraca mu wyjątkowa miękkość i gładkość. Intensywny zapach zmysłowej wiśni poprawia samopoczucie i nastraja pozytywnie. podaruj swojej skórze owocową pielęgnację i uczyń swoje ciało piękny, pachnącym, zmysłowym i bardzo apetycznym. 
Tak więc. czy ono jest takie aksamitne to nie wiem :) na pewno jest porządnym masłem a nie masałkiem. ekstrakt z wiśni i porzeczki nawet nie znajduje się na samym końcu! jest mniej więcej w połowie składu.
I jest nasza kochana parafina na 5 miejscu w składzie! no gdzież by się bez niej obyło . Tak więc jak już nałożymy na siebie tą parafinową warstewkę o intensywnym (jak najbardziej) zapachu wiśni to możemy cieszyć się bardzo ciężko wchłaniającym masłem przez następne pare godzin. Choć nie jest tak źle , nie mam ochoty od razu iść się umyć. Proponowałabym smarować się nim na noc- na pewno nie po porannym prysznicu kiedy spieszymy się do pracy.
Aha i jak nie lubicie zapachu wiśni to nawet go nie otwierajcie- zapach jest bardzo instensywny. 
Chociaż całkiem ładnie nawilża również skórę stóp… a parafina im nie zaszkodzi :)
Wydajność całkiem niezła 
cena około 12,99 za 200 ml
Ja osobiscie nie kupiłabym kolejnego opakowania… są inne fajniejsze balsamy

Relaks i odprężenie? Sierpniowe Shiny.

sobota, Sierpień 29th, 2015

„Zafunduj sobie niezapomniane chwile przepełnione beztroską przyjemnością” – tymi słowami zespół ShinyBox reklamował sierpniowe pudełko. Musicie przyznać, że brzmią co najmniej jak obietnica tygodniowych wakacji na oblanej słońcem, błękitno-zielonej wyspie archipelagu Dodekanezu. ;) Wcale nie ukrywam, że moje oczekiwania wobec sierpniowej edycji były nie małe, szczególnie że dwa ostatnie pudełka postawiły poprzeczkę bardzo wysoko. Niestety, jestem trochę zawiedziona. Pudełko jest poprawne, ale w świetle czerwcowego i lipcowego wypada blado… Co przypadło mi do gustu, a co niekoniecznie? Tego właśnie dowiecie się z dzisiejszego posta. Zapraszam do dalszej lektury!

Mam wrażenie, że produkty, które znalazłam w środku dużo lepiej sprawdziłyby się w przypadku jesiennej edycji. W samym środku lata osobiście widziałabym tu nieco inne kosmetyki…

Brawa natomiast należą się Shiny za p-r-z-e-p-i-ę-k-n-ą szatę graficzną, z miesiąca na miesiąc graficznie zaskakujecie coraz bardziej, nie mogę się na to pudełko napatrzeć. :)  

1) MOKOSH kosmetyczny olej lniany
Lubię markę Mokosh, lubię kosmetyki naturalne, a olej lniany ma całą masę zastosowań, więc jeśli chodzi o ten produkt, to jestem na tak. Myślę, że to najmocniejszy punkt sierpniowego pudełka.

2) YASUMI maseczka regenerująca na noc
Zapachniało mi jesiennymi wieczorami i małym domowym SPA. ;) Odkąd całkowicie porzuciłam wszelkiego rodzaju maseczki na rzecz glinek, to tego typu produkty są dla mnie zupełnie zbędne. Dużo chętniej widziałabym w tym miejscu fajny owocowy balsam do ust z filtrem, w sam raz na ostatnie wakacyjne wyjazdy.

3) SYLVECO lipowy płyn micelarny
W tym przypadku również jestem na tak, Sylveco mnie ostatnio bardzo miło zaskakuje, więc z przyjemnością przetestuję ten produkt.

4) LIV DELANO Oriental Touch balsam do rąk
Intensywnie nawilżający krem do rąk z bardzo bogatym składem i ciepłym, orientalnym zapachem to dla mnie po raz kolejny mało wakacyjny kosmetyk. Uwielbiam kremy do rąk i chętnie spróbuję i tego, ale pewnie dopiero za kilka tygodni. Póki co nie zdążyłam jeszcze zużyć kremu z czerwcowego pudełka.

5) SILVERTATTOO Zestaw tatuaży ozdobnych
Jestem antytatuażowa i nie mam już pięciu lat, więc obecność tego produktu w pudełku to dla mnie niestety jakaś kpina…

6) INGRID COSMETICS lakier do paznokci
Trafiła mi się klasyczna czerwień, po którą latem raczej nie sięgam. Nie krzyczałabym tak mocno gdyby nie fakt, że to już któryś z kolei czerwony lakier jaki znalazłam w Shiny… Za marką Ingrid też niestety średnio przepadam…

7) Próbka kremu BB SKIN79 
Z tej próbki dla odmiany cieszę się bardzo! Dwie poprzednie, które znalazłam w Shiny zrobiły na mnie mega pozytywne wrażenie, do tego stopnia, że jesienią mam zamiar zaopatrzyć się w pełnowymiarowe opakowanie. Totalnie się zakochałam w koreańskich BB kremach. :)

Podsumowując, gdyby nie koszmarne w mojej ocenie tatuaże, kolejny czerwony lakier do paznokci i maseczka, której raczej nie zużyję byłabym dużo bardziej zadowolona. A wy co myślicie o sierpniowej edycji pudełka Shiny? Czujecie się usatysfakcjonowane? Planujecie zakup wrześniowego pudełka? 

Zostawiam Was z dokładnymi opisami wyżej wymienionych produktów i ich cenami, a sama uciekam się „weekendować”. Do mojego wyjazdu zostały już tylko trzy dni, a spraw do załatwienia nadal co nie miara. ;) Trzymajcie kciuki, by udało mi się wpaść tutaj jeszcze we wtorek, szykuję dla Was coś specjalnego!

Miłej soboty :*

https://instagram.com/soonnaaillee/

BUTY HOOY – MODEL SPIDER #3

środa, Sierpień 26th, 2015

Witam wszystkich! :)

Przygotowałam dla Was kolejny wpis o butach marki ‚HOOY’. Czas najwyższy pokazać Wam jak buty prezentują się na nodze oraz napisać kilka słów o tym jak się ‚noszą’.

Jak już wcześniej wspomniałam połączenie kolorystyczne jest niebanalne, dokładnie takie jak lubię. Buty zwracają na siebie uwagę ze względu na ciekawy fason oraz intensywne zestawienie kolorów.

 Mimo

BUTY HOOY – MODEL SPIDER #3

środa, Sierpień 26th, 2015

Witam wszystkich! :)

Przygotowałam dla Was kolejny wpis o butach marki ‚HOOY’. Czas najwyższy pokazać Wam jak buty prezentują się na nodze oraz napisać kilka słów o tym jak się ‚noszą’.

Jak już wcześniej wspomniałam połączenie kolorystyczne jest niebanalne, dokładnie takie jak lubię. Buty zwracają na siebie uwagę ze względu na ciekawy fason oraz intensywne zestawienie kolorów.

 Mimo

Lipcowo-sierpniowi ulubieńcy.

niedziela, Sierpień 23rd, 2015

Sierpień co prawda jeszcze się nie skończył, ale jako że moje życie kręci się ostatnio wokół wydarzeń, które dosłownie przeganiają czas, postanowiłam wpaść do Was z tym postem trochę wcześniej niż zamierzałam. Leniwie budząca się do życia kolejna wakacyjna niedziela, to dobry moment, by podzielić się z Wami czterema kosmetycznymi produktami, z którymi wyjątkowo polubiłam się w ostatnich dwóch miesiącach. Zapraszam do czytania!

1) Odżywczo-regenerujący balsam do włosów Bania Agaffi- z rosyjskimi kosmetykami jakoś ciągle jest mi nie po drodze. Już jakiś czas przymierzam się do złożenia większego zamówienia na jednej z oferujących je stron, ale zawsze są ważniejsze wydatki. ;) Obiecałam sobie jednak, że gdy wrócę we wrześniu z wymarzonych wakacji i nie będę zmuszona już oszczędzać (aż do kolejnych :P ), w końcu się za to zabiorę. Balsam, który dla mnie spełniał po prostu funkcje odżywki, znalazłam w którymś z pudełek ShinyBox. Muszę Wam powiedzieć, że baaaardzo przypadł do gustu mnie i moim włosom. Odkąd trzy lata temu pożegnałam się z prostownicą i comiesięcznym farbowaniem, moje włosy są w bardzo dobrej kondycji (oczywiście gdyby przymknąć oko na fakt, że wypadają) i nie mają zbyt dużych wymagań. Są miękkie, sypkie i lśniące. Po użyciu tego balsamu wyglądają jeszcze lepiej, są jeszcze przyjemniejsze w dotyku i jeszcze bardziej się błyszczą. Produkt ma super lekką konsystencję i co dla mnie niesamowicie ważne, zupełnie nie obciąża włosów. Nakładam go od ucha w dół i niemal od razu spłukuję, nie ma potrzeby trzymania odżywki nie wiadomo ile, co dla włosowego leniucha, który ogranicza pielęgnację włosów do niezbędnego minimum jest ogromnym plusem. Jeśli już mowa o plusach, to warto wspomnieć też o bardzo wygodnym i praktycznym opakowaniu, które nie dość że super sprawdzi się na wyjazdach, bo praktycznie nie zajmuje miejsca, to jeszcze pozwala wycisnąć produkt tak naprawdę do ostatniej kropli. Saszetka o pojemności 100ml kosztuje około 5-6 zł. Biorąc pod uwagę genialny skład (i super zapach!), to przysłowiowe grosze. :) Spróbujcie koniecznie!

2) Oczyszczający peeling do twarzy z korundem Sylveco- jestem ogromną fanką peelingów enzymatycznych, a moim bezwzględnym numerem jeden jest piekielnie drogi, ale wart każdej złotówki peeling ziołowy Organique. Jako posiadaczka cery problematycznej, ale jednocześnie naczynkowej zawsze stroniłam od peelingów mechanicznych, dlatego z dużą rezerwą podeszłam do produktu marki Sylveco. Muszę jednak przyznać, że to naprawdę dobry produkt. Bardzo dobrze oczyszcza skórę, ale niewielkiej wielkości drobinki korundu sprawiają, że robi to w sposób na tyle delikatny, że zupełnie jej nie podrażnia. Świetnie radzi sobie nie tylko z martwym naskórkiem, ale też z oczyszczaniem porów. Cera po jego użyciu jest widocznie odświeżona. :) Aplikacja jest szybka i bajecznie prosta (kremowa konsystencja sprawia, że produkt nie spływa nam z dłoni i twarzy), a cały zabieg zajmuje mniej niż pięć minut. Na plus zaliczam również przyjemny skład i piękne opakowanie, w których firma Sylveco chyba nie ma sobie równych. :) Jedyne co może przeszkadzać to ziołowy zapach (ja akurat takie lubię, ale wiem że nie wszyscy za nimi przepadają), bo wyraźnie czuć tutaj olejek z drzewa herbacianego i delikatna, jakby olejkowa warstwa, którą pozostawia po sobie peeling już po zmyciu. Nie mniej jednak jeśli lubicie peelingi mechaniczne, albo wręcz przeciwnie, do tej pory nie mogłyście się do nich przekonać to mogę Wam ten produkt śmiało polecić. Odradzam go natomiast jeśli macie problem z wykwitami i ropnymi zmianami na skórze, może wyrządzić więcej złego niż dobrego.

3) Szminka Rimmell Apocalips w odcieniu #100 Phenomenon- sięgałam po nią za każdym razem kiedy nakładałam w ostatnich dwóch miesiącach jakikolwiek makijaż. To idealny, lekko brzoskwiniowy nudziak dla wszystkich bladziochów. Wygląda na ustach super naturalnie, dobrze współgra z każdym makijażem oczu i naprawdę nieźle się trzyma. Co prawda lubi przesuszać usta, ale zwykła wazelina załatwia sprawę. Jeżeli tak jak ja nie lubicie mocnych kolorów na ustach, nawet latem i jeszcze tego produktu nie znacie, to koniecznie przyjrzyjcie mu się bliżej.

4) Maskara VML So Couture L’Oreal- to już moje drugie opakowanie tej maskary. Pierwsze recenzowałam Wam w TYM poście, ale nie byłam nim jakoś szczególnie zachwycona. Na drugie skusiłam się z uwagi na dobrą cenę i stale rosnącą popularność w blogosferze. Z racji tego, że cały czas używam odżywek stymulujących wzrost rzęs i widzę w ich wyglądzie sporą różnicę, postanowiłam dać temu produktowi jeszcze jedną szansę. I nie żałuję! Wydłużenie i pogrubienie, którego brakowało mi poprzednim razem, tym razem bardzo mnie satysfakcjonuje. Doceniłam tę maskarę szczególnie w czasie upałów, bo jest naprawdę bardzo trwała i nie straszna jej żadna temperatura. Jeśli macie krótkie i ledwo widoczne rzęsy, to może Was nie zachwycić, ale jeśli matka natura obdarzyła Was niezłym wachlarzem, to gorąco polecam, bo na pewno będziecie zadowolone. Po więcej szczegółów odsyłam do wyżej wspomnianego posta.

A Was co zachwyciło w ostatnim miesiącu?

Na dziś to już wszystko. Czeka mnie dość intensywny tydzień, więc nie mam pojęcia jak będzie z moją obecnością tutaj, ale na pewno jeszcze odezwę się do Was przed moim wyjazdem. Gdybyście tęsknili, to cały czas działam na instagramie. Ściskam ciepło!

https://instagram.com/soonnaaillee/

Lipcowo-sierpniowi ulubieńcy.

niedziela, Sierpień 23rd, 2015

Sierpień co prawda jeszcze się nie skończył, ale jako że moje życie kręci się ostatnio wokół wydarzeń, które dosłownie przeganiają czas, postanowiłam wpaść do Was z tym postem trochę wcześniej niż zamierzałam. Leniwie budząca się do życia kolejna wakacyjna niedziela, to dobry moment, by podzielić się z Wami czterema kosmetycznymi produktami, z którymi wyjątkowo polubiłam się w ostatnich dwóch miesiącach. Zapraszam do czytania!

1) Odżywczo-regenerujący balsam do włosów Bania Agaffi- z rosyjskimi kosmetykami jakoś ciągle jest mi nie po drodze. Już jakiś czas przymierzam się do złożenia większego zamówienia na jednej z oferujących je stron, ale zawsze są ważniejsze wydatki. ;) Obiecałam sobie jednak, że gdy wrócę we wrześniu z wymarzonych wakacji i nie będę zmuszona już oszczędzać (aż do kolejnych :P ), w końcu się za to zabiorę. Balsam, który dla mnie spełniał po prostu funkcje odżywki, znalazłam w którymś z pudełek ShinyBox. Muszę Wam powiedzieć, że baaaardzo przypadł do gustu mnie i moim włosom. Odkąd trzy lata temu pożegnałam się z prostownicą i comiesięcznym farbowaniem, moje włosy są w bardzo dobrej kondycji (oczywiście gdyby przymknąć oko na fakt, że wypadają) i nie mają zbyt dużych wymagań. Są miękkie, sypkie i lśniące. Po użyciu tego balsamu wyglądają jeszcze lepiej, są jeszcze przyjemniejsze w dotyku i jeszcze bardziej się błyszczą. Produkt ma super lekką konsystencję i co dla mnie niesamowicie ważne, zupełnie nie obciąża włosów. Nakładam go od ucha w dół i niemal od razu spłukuję, nie ma potrzeby trzymania odżywki nie wiadomo ile, co dla włosowego leniucha, który ogranicza pielęgnację włosów do niezbędnego minimum jest ogromnym plusem. Jeśli już mowa o plusach, to warto wspomnieć też o bardzo wygodnym i praktycznym opakowaniu, które nie dość że super sprawdzi się na wyjazdach, bo praktycznie nie zajmuje miejsca, to jeszcze pozwala wycisnąć produkt tak naprawdę do ostatniej kropli. Saszetka o pojemności 100ml kosztuje około 5-6 zł. Biorąc pod uwagę genialny skład (i super zapach!), to przysłowiowe grosze. :) Spróbujcie koniecznie!

2) Oczyszczający peeling do twarzy z korundem Sylveco- jestem ogromną fanką peelingów enzymatycznych, a moim bezwzględnym numerem jeden jest piekielnie drogi, ale wart każdej złotówki peeling ziołowy Organique. Jako posiadaczka cery problematycznej, ale jednocześnie naczynkowej zawsze stroniłam od peelingów mechanicznych, dlatego z dużą rezerwą podeszłam do produktu marki Sylveco. Muszę jednak przyznać, że to naprawdę dobry produkt. Bardzo dobrze oczyszcza skórę, ale niewielkiej wielkości drobinki korundu sprawiają, że robi to w sposób na tyle delikatny, że zupełnie jej nie podrażnia. Świetnie radzi sobie nie tylko z martwym naskórkiem, ale też z oczyszczaniem porów. Cera po jego użyciu jest widocznie odświeżona. :) Aplikacja jest szybka i bajecznie prosta (kremowa konsystencja sprawia, że produkt nie spływa nam z dłoni i twarzy), a cały zabieg zajmuje mniej niż pięć minut. Na plus zaliczam również przyjemny skład i piękne opakowanie, w których firma Sylveco chyba nie ma sobie równych. :) Jedyne co może przeszkadzać to ziołowy zapach (ja akurat takie lubię, ale wiem że nie wszyscy za nimi przepadają), bo wyraźnie czuć tutaj olejek z drzewa herbacianego i delikatna, jakby olejkowa warstwa, którą pozostawia po sobie peeling już po zmyciu. Nie mniej jednak jeśli lubicie peelingi mechaniczne, albo wręcz przeciwnie, do tej pory nie mogłyście się do nich przekonać to mogę Wam ten produkt śmiało polecić. Odradzam go natomiast jeśli macie problem z wykwitami i ropnymi zmianami na skórze, może wyrządzić więcej złego niż dobrego.

3) Szminka Rimmell Apocalips w odcieniu #100 Phenomenon- sięgałam po nią za każdym razem kiedy nakładałam w ostatnich dwóch miesiącach jakikolwiek makijaż. To idealny, lekko brzoskwiniowy nudziak dla wszystkich bladziochów. Wygląda na ustach super naturalnie, dobrze współgra z każdym makijażem oczu i naprawdę nieźle się trzyma. Co prawda lubi przesuszać usta, ale zwykła wazelina załatwia sprawę. Jeżeli tak jak ja nie lubicie mocnych kolorów na ustach, nawet latem i jeszcze tego produktu nie znacie, to koniecznie przyjrzyjcie mu się bliżej.

4) Maskara VML So Couture L’Oreal- to już moje drugie opakowanie tej maskary. Pierwsze recenzowałam Wam w TYM poście, ale nie byłam nim jakoś szczególnie zachwycona. Na drugie skusiłam się z uwagi na dobrą cenę i stale rosnącą popularność w blogosferze. Z racji tego, że cały czas używam odżywek stymulujących wzrost rzęs i widzę w ich wyglądzie sporą różnicę, postanowiłam dać temu produktowi jeszcze jedną szansę. I nie żałuję! Wydłużenie i pogrubienie, którego brakowało mi poprzednim razem, tym razem bardzo mnie satysfakcjonuje. Doceniłam tę maskarę szczególnie w czasie upałów, bo jest naprawdę bardzo trwała i nie straszna jej żadna temperatura. Jeśli macie krótkie i ledwo widoczne rzęsy, to może Was nie zachwycić, ale jeśli matka natura obdarzyła Was niezłym wachlarzem, to gorąco polecam, bo na pewno będziecie zadowolone. Po więcej szczegółów odsyłam do wyżej wspomnianego posta.

A Was co zachwyciło w ostatnim miesiącu?

Na dziś to już wszystko. Czeka mnie dość intensywny tydzień, więc nie mam pojęcia jak będzie z moją obecnością tutaj, ale na pewno jeszcze odezwę się do Was przed moim wyjazdem. Gdybyście tęsknili, to cały czas działam na instagramie. Ściskam ciepło!

https://instagram.com/soonnaaillee/

Moj pierwszy shinybox inspired by Charlize Mystery

sobota, Sierpień 22nd, 2015

Jakoś nigdy nie ogarnęła mnie moda na boxy. Nie lubię wydawać kasy na nieprzydatne mi rzeczy, a nigdy nie wiadomo co się w wiadomym pudełku znajdzie. Jednak można tez zamówić stare boxy z wiadomym środkiem i pomimo, że nie ma suprrise przy otwieraniu to i tak uważam , że to lepsza opcja;p
Pierwszy raz zamówiłam shinybox i tak naprawdę tylko dla jednego kosmetyku…
Box należy do extraboxów inspirowanych gwiazdami.
Padło na….
Muszę przyznać, że samo pudełko bardzo mi się podoba, duże , porządne, na pewno jeszcze mi się przyda 
A co w środku ?
Jak widać na pierwszy rzut oka jest i coś słodkiego- wedlowskie deserki 4 smaki, nie dotarły ze mną do domu niestety :)
Jest i ksiązka „Nie mam się w co ubrać”- tytuł tak prawdziwy, że zachęca do czytania
Skin79- BB krem Wersja Gold- to właśnie on był przyczyną dla której zamówiłam boxa- czaiłam się na ten bb krem już jakiś czas, chciałam się przekonać na własnej skórze co tak cudownego mają w sobie te BB kremy.- w regularnej cenie kosztuje około 130 zł, a ja za boxa z przesyłką zapłaciłam 72 zł :)
Płyn micelarny bioderma- kultowy i ulubiony, opisywałam Wam go tu
Anatomicals-żel pod prysznic- zawsze kusiły mnie te opakowania 
Biosiarczkowy żel do mycia twarzy – słyszałam o nim dobre opinie
i dwie nowosci od 4 pory roku
Serum do rąk i paznokci
Odżywka 5 w 1 do skórek i paznokci
A Wy skusiłyście się na któregoś boxa inspirowanego gwiazdami?
  • Najnowsze wpisy

  • Najnowsze komentarze

  • Archiwa

  • Kategorie