Jeśli jesteś właścicielem tej strony, możesz wyłączyć reklamę poniżej zmieniając pakiet na PRO lub VIP w panelu naszego hostingu już od 4zł!
Strony WWWSerwery VPSDomenyHostingDarmowy Hosting CBA.pl

Darmowe probki markowych kosmetyków – Nowe!

» 2014 » Sierpień Kolejna witryna oparta na WordPressie

Szukaj

Archive for Sierpień, 2014

Wakacyjna kosmetyczka- kosmetyki pielęgnacyjne.

środa, Sierpień 20th, 2014

Czyli o tym co zabrałam ze sobą na wakacje. :) Jako, że prosiłyście o taki post, a i mnie wydał się on ciekawy, oto jestem!

Przyznaję się bez bicia, nie jestem osobą która skrupulatnie ogranicza swój wakacyjny kosmetyczny ekwipunek do niezbędnego minimum, albo co gorsza- miniaturek. Zgodzę się, że wyglądają uroczo i całkowicie rozumiem ich sens w przypadku podróżowania samolotem, a także jeśli mowa o takich kosmetykach jak szampon czy odżywka do włosów, po które sięgniemy dwa razy w czasie całego wyjazdu, ale żel pod prysznic czy balsam? Nie wiem jak u Was, ale u mnie na wakacjach idzie to jak woda i zawsze targam ze sobą pełnowymiarowe opakowanie. :) Miniaturki są zresztą drogie i cholernie nieopłacalne, a i wybór wśród nich delikatnie mówiąc- kiepski. Jako, że tym razem ograniczał mnie tylko bagażnik auta, pozwoliłam sobie na małą kosmetyczną rozpustę. Małą, bo według mnie cały czas w granicach zdrowego rozsądku. Zresztą nazwijcie to jak chcecie, ja wychodzę z założenia, że przezorny zawsze ubezpieczony i lubię mieć ze sobą kilka rzeczy na tak zwany wszelki wypadek. :)

KOSMETYKI PIELĘGNACYJNE

Produkty do pielęgnacji ciała: 
Produkty do pielęgnacji twarzy: 
Produkty do włosów: 
  • Szampon wzmacniający Pharmaceris – przelany w mniejsze opakowanie po świetnym, ale koszmarnie drogim szamponie Phenome, który pachniał jak gumy orbit i bardzo dobrze oczyszczał skórę głowy. 
  • Odżywka Alterra z granatem i aloesem - jedna z moich ulubionych odżywek, głównie dlatego, że nie obciąża moich pięciu włosów na krzyż, polecam jeśli jeszcze jej nie próbowałyście. 
  • Serum nabłyszczające Toni&Guy - zabrałam je ze sobą jako mniejszą gabarytowo alternatywę dla odżywki ułatwiającej rozczesywanie, ale szczerze powiedziawszy nie sięgnęłam po nie na wyjeździe ani razu. ;)  
Produkty do opalania i po opalaniu. 
Te pierwsze dobrze spełniły swoje zadanie, te drugie właściwie w ogóle się nie przydały… 
Produkty do zadań specjalnych:
  • Woda termalna Uriage – letni niezbędnik i ulubieniec, któremu poświęciłam oddzielny post -> KLIK
  • Krem CC do ciała Bielenda – cudowny produkt, który w pięć minut daje nam efekt piękniejszych nóg. :) Więcej opowiedziałam Wam o nim ostatnio w TYM poście, zapraszam!
      Drobiazgi typu waciki, chusteczki, tampony, maszynki itp. 
      Jeśli chodzi o perfumy, to zabrałam ze sobą zapach Reb’l Fleur by Rihanna. Nie będę rozwodzić się na jego temat, bo zachwytom chyba nie byłoby końca. Jeśli jednak szukacie czegoś idealnego na letnie (ale nie tylko!) wieczory i lubicie ciepłe, słodkie, zmysłowe zapachy, to musicie przyjrzeć mu się bliżej. Ja go uwielbiam, o czym zresztą przekonacie się czytając post, w którym opowiedziałam Wam o nim ciut więcej -> KLIK.  
      Jako, że koszmarnie wolno działający internet nie pozwala mi załadować więcej zdjęć i doprowadza mnie do szału nie zapisując tekstu, na drugą, makijażową część tego posta jestem zmuszona zaprosić Was zatem jutro…
      Dajcie znać jakie są Wasze kosmetyczne niezbędniki na wakacyjny wyjazd i jakie macie zdanie na temat miniaturek, często po nie sięgacie? 
      Ja pozdrawiam Was ciepło i lecę relaksować się przy kolejnych odcinkach serialu, miłego wieczoru! 
      CDN :)  

      MOJA OPINIA o HERBATACH ROOIBOS od ASTRY

      środa, Sierpień 20th, 2014

      Witajcie! Dzisiejszy post poświęcony będzie herbacie Rooibos, którą otrzymałam od Astry.

      Informacja producenta:

      ‚Rooibos
      Zielony to naturalnie ususzone, niepoddane procesowi fermentacji listki
      czerwonokrzewu afrykańskiego. Rooibos zielony nie uległ procesom
      utleniania, dzięki czemu zawiera ogromne ilości witamin, minerałów i innych
      mikroelementów. Bogaty w antyutleniacze, nie zawiera

      Karwia – czy warto się tam wybrać? Relacja z wyjazdu.

      niedziela, Sierpień 17th, 2014

      Pomysł na ten post zrodził się w mojej głowie już kilka dni temu. Doszłam do wniosku, że być może znajdzie się wśród grona moich czytelników ktoś, kto nadal szuka swojego miejsca na urlop, albo ma zamiar wybrać się do Karwi, a z racji tego, że nie jest to najbardziej znana nadmorska miejscowość, fajnie byłoby trochę ją Wam przybliżyć. Jeżeli interesuje Was taka tematyka, albo zwyczajnie jesteście ciekawe gdzie i jak spędziłam ostatni tydzień, to zapraszam do dalszej lektury!


      Karwia to niewielka nadmorska miejscowość położona dosłownie o krok od Jastrzębiej Góry. To niesamowite, że odległość zaledwie 5 km tak bardzo zmienia nadmorski krajobraz. Po malowniczym, wysokim i stale rzeźbionym przez morskie fal klifie, w Karwi nie ma nawet śladu…

      Byłam Tam w tym roku nie po raz pierwszy, Karwia to obok Dźwirzyna mój główny przystanek w spacerze po dziecięcych, wakacyjnych wspomnieniach. Choć od czasu gdy miałam sześć lat wiele się w tam zmieniło, Karwia nadal pachnie słońcem, słoną wodą, lasem, plażą i goframi z bitą śmietaną.

      Największą zaletą Karwi jest zdecydowanie szeroka, otoczona wydmami i sosnowym lasem piaszczysta plaża, według mnie jedna z najpiękniejszych na polskim wybrzeżu.

      Popołudniu i wieczorami były tu niemal pustki, więc jeśli odstraszają Was dzikie tłumy i hałas na plaży, zdecydowanie polecamy. :)

      To idealne miejsce na letni urlop dla tych z Was, które szukają przede wszystkim ciszy, spokoju i kameralnej atmosfery, chcą zregenerować siły, odprężyć umysł i spędzić kilka dni z dala od pędzącego w zawrotnym tempie życia.

      Próżno tu niestety szukać wieczornych rozrywek, życie towarzyskie na obrzeżach zamiera przed godziną dwudziestą drugą, co szczególnie w chłodne, deszczowe dni skutkuje wszechobecną nudą.

      Z racji tego, że obudziłam się z tym postem trochę zbyt późno, nie mam zdjęć samego centrum miasta, a jedynie okolicy, w której mieszkaliśmy…

      Zakwaterowaliśmy się w pensjonacie Limartel- to nowy budynek, położony w spokojnej  „dzielnicy”, na obrzeżach Karwi, dosłownie pięć minut od plaży. Pokoje są bardzo czyste, przytulne i nowo wyposażone, a ceny jak na środek sezonu i takie warunki- całkiem przystępne, myślę że śmiało mogę Wam ten obiekt polecić.

      Teraz trochę o tym, co tygryski lubią najbardziej, czyli o jedzeniu. :) Uderzaliśmy głównie w ulicę Wojska Polskiego, bo tam mieliśmy najbliżej. Bywaliśmy w Morskim Oku, Krewetce, Zielonym Kaktusie i Złotej Rybce, gdzie mają naprawdę przepyszną pizzę i piwo imbirowe. W środku panuje bardzo fajny klimat, super miejsce na mini randkę, czy piwko ze znajomymi. :) Wszystkie miejsca są popularne i co za tym idzie bardzo oblegane, także zdecydowanie trzeba uzbroić się w cierpliwość czekając na stolik. Ceny przystępne, a menu na tyle szerokie, że każdy z Was na pewno znajdzie coś dla siebie. Nawet taki antyfan ryb jak mój M. :P


      Słynnych nadmorskich budek, w których można najeść się gofrów, lodów i zapiekanek też w Karwi pod dostatkiem. Jeśli jesteśmy już przy gofrach- mój numer jeden to połączenie bita śmietana + maliny + sos czekoladowy. Smak wyjazdu. :)

      Ostatniego dnia, gdy przywitał nas deszcz i pełne zachmurzenie, wybraliśmy się do Jastrzębiej Góry i spędziliśmy tam cały dzień. Byłam w Jastrzębiej po raz pierwszy i muszę Wam powiedzieć, że bardzo mi się podobało. Piękne widoki, zdecydowanie więcej atrakcji, dużo turystów, miasteczko żyło mimo nie najlepszej pogody. Na pewno jeszcze tam wrócę!

      Jako, że ze mnie taki fotograf jak z koziej tylnej instrument dęty, zdjęcia zupełnie nie oddają uroku tego miejsca. Musicie uwierzyć na słowo, że warto tam zajrzeć, chociażby przejazdem, bo nie wiem czy mimo wszystko chciałabym pokonywać codziennie trzysta schodów, żeby dostać się na plażę. Tak, możecie mówić mi leń, zdecydowanie wolę łagodne, piaszczyste zejścia w Karwi. ;)

      Mimo, że Karwia nie była naszym wymarzonym miejscem docelowym i trafiliśmy tam raczej z braku miejsc w innych nadmorskich kurortach niż z wyboru, a pogoda była wyjątkowo kapryśna, wypad zdecydowanie Nam się udał. Jeśli szukacie spokojnej, urokliwej miejscowości na naładowanie akumulatorów i wakacyjną ucieczkę od codzienności, mogę Wam to miejsce polecić. Jeśli natomiast nie lubicie siedzieć w miejscu, leżenie na plaży Was nudzi i na urlopie szukacie przede wszystkim atrakcji, ciekawych wydarzeń i aktywnego wypoczynku, możecie się zawieść. Karwia zdecydowanie ma swój urok, ale nie jest to dobry wybór dla każdego. :)

      Dajcie znać czy byłyście w Karwi i jak Wam się tam podobało. Jakie miejsce jest Waszym numerem jeden jeśli chodzi o polskie wybrzeże? Czekam na Wasze komentarze i pozdrawiam Was ciepło. :)

      PS. Jako, że nie chciałam czynić tego wpisu bardzo prywatnym, więcej zdjęć z Naszego wypadu pojawi się w „miesiącu w zdjęciach”. 

      MOJA OPINIA o CIASTKACH marki ‚CUKRY NYSKIE’

      niedziela, Sierpień 17th, 2014

      Cześć! Przyszedł czas na podzielenie się z Wami moją opinią odnośnie markiz firmy ‚Cukry Nyskie’. O podjęciu współpracy pisałam tu.  Przypomnę, że firma oferuje jeszcze m. in. herbatniki, wafle, markizy, biszkopty, krakersy czy cukierki.

      Zapraszam Was do zapoznania się ze stroną producenta oraz polubienia fanpage’a.

      STRONA PRODUCENTA     lub     FANPAGE

      Moja opinia: 

      Otrzymałam

      Skóra muśnięta słońcem.

      piątek, Sierpień 15th, 2014

      Po krótkiej przerwie, spowodowanej nie czym innym, jak tygodniowym pobytem na Naszym wybrzeżu i chęcią wykorzystania go w stu procentach, jestem wyjątkowo głodna blogowania. ;) Pozostając jeszcze w wakacyjnym nastroju, czując na sobie ciepło i magię Tamtych dni, zapraszam Was na post, który pozwoli mi jeszcze przez chwilę pozostać w temacie wakacji, słońca i pamiątkowej opalenizny, a Wam, mam nadzieję, odkryć kosmetyczne perełki, które towarzyszą mi i dzielnie służą w tegorocznych letnich miesiącach. To już ostatni gwizdek, by się nimi z Wami podzielić, zapraszam do czytania! 

      Jeśli tak jak i ja, nie jesteście wielkimi fankami wielogodzinnych kąpieli słonecznych, ale za to lubicie sięgać latem po produkty brązujące, to koniecznie muszę odesłać Was do recenzji samoopalacza Sunbrella marki Dermedic (KLIK), który jest ostatnimi czasy moim numerem jeden w tej kategorii, szczególnie pod względem efektu jaki daje i jego trwałości. Jak na produkt apteczny przystało ma bardzo dobry skład, ale jest też droższy od drogeryjnych kosmetyków tego typu. Jako, że w mojej łazience mieszkają jeszcze trzy produkty mające za zadanie czynić skórę muśniętą słońcem, a Wy wyraziłyście chęć, by przyjrzeć im się bliżej, zapraszam Was na ich mini recenzje. Każdy z nich jest inny, lecz wszystkie mieszczą się w niskim, bardzo przystępnym przedziale cenowym. Jestem pewna, że znajdziecie coś dla siebie!

      BALSAM BRĄZUJĄCY SOPOT SPA ZIAJA

      Zacznijmy od produktu, z którym znam się najdłużej i do którego wróciłam już po raz któryś z kolei. Używałam go namiętnie jeszcze za czasów starej wersji, w płaskim opakowaniu. :) Lubię go za to, że jest tani i łatwo dostępny, a efekt opalenizny pojawia się już trzy, maksymalnie cztery godziny po aplikacji. Produkt ma lekką konsystencję, łatwo się rozprowadza i dość szybko wchłania, niemal od razu możemy sięgnąć po piżamę. Zdarzyło mi się co prawda narobić sobie tym produktem plam i zacieków, ale jestem więcej niż pewna, że wynikało to raczej z mojego pośpiechu i niedokładnego rozprowadzenia (albo nieodpowiedniego przygotowania skóry- wcześniejszy peeling to podstawa), aniżeli z samych właściwości kosmetyku. Zapach w momencie aplikacji jest przyjemny i dość typowy dla kosmetyków z serii Ziaja Sopot SPA, ale po jakimś czasie staje się coraz bardziej drażniący dla nosa, jak zresztą w przypadku wszystkich samoopalaczy. To w czym ten produkt mimo niżej ceny przegrywa z Sunbrellą to odcień opalenizny. Jest jakby bardziej pomarańczowy i mniej naturalny niż w przypadku wyżej wspomnianego ulubieńca. Biorąc jednak pod uwagę to, że kosztuje mniej niż 10 zł (300 ml), jestem w stanie mu to wybaczyć. ;) Minusem może być też opakowanie. Jest twarde i ciężkie w obsłudze, szczególnie wtedy gdy w środku zostało już niewiele produktu.

      Dopóki nie sięgnęłam po samoopalacz marki Dermedic, był moim ulubieńcem, który w miesiącach letnich raz po raz lądował w koszyku. Dziś jest bardziej moją awaryjną alternatywą, wracam do niego zawsze wtedy, gdy nie chcę wydawać zbyt dużo pieniędzy. Jeśli i Wy nie macie dużego budżetu- polecam, u mnie sprawdza się naprawdę całkiem przyzwoicie.

      Skład: Aqua (Water), Caprylic/Capric Triglyceride*, Glycerin*, Isopropyl Myristate*, Glyceryl Stearate*, PEG-100 Stearate, Dihydroxyacetone, Cetyl Alcohol*, Dimethicone, Propylene Glycol, Amber (Succinum) Extract, Panthenol, Tocopheryl Acetate, Glycine Soja (Soybean) Oil, Arachis Hypogaea (Peanut) Oil, Juglans Regia (Walnut) Shell Extract, Sodium Acrylate/Sodium Acryloyldimethyl Taurate Copolymer, Isohexadecane, Polysorbate 80, PEG-8, Tocopherol, Ascorbyl Palmitate, Ascorbic Acid, Citric Acid*, Phenoxyethanol, Methylparaben, Butylparaben, Ethylparaben, Propylparaben, Isobutylparaben, Benzyl Alcohol*, Parfum (Fragrance).

      BALSAM DELIKATNIE BRĄZUJĄCY SUNCARE FLOSLEK

      Balsam delikatnie brązujący marki Floslek to z kolei coś dla Tych z Was, które dopiero rozpoczynają swoją przygodę ze słońcem w tubce. Produkt brązuje i działa bardzo, bardzo delikatnie i do uzyskania efektu skóry muśniętej słońcem potrzebujemy kilku aplikacji. Efekt można stopniować i kontrolować, przy mojej jasnej karnacji zadowalająca opalenizna pojawia się po około dwóch-trzech użyciach, w zależności od tego, na jakim odcieniu akurat mi zależy. Plusem jest niewątpliwie piękny, słodki, waniliowo-czekoladowy zapach, całkowita odmiana od innych produktów tego typu. Co prawda „samoopalaczowy smrodek” wychodzi, ale mam wrażenie, że jest znacznie słabszy i mniej uciążliwy niż w przypadku typowych samoopalaczy. Kosmetyk polecałaby osobom, które mają bardzo jasną karnację i każda dotychczasowa próba aplikacji balsamu brązującego kończyła się zaciekami i nieestetycznymi plamami. Tym produktem chyba nie sposób zrobić sobie krzywdę, działa stopniowo, a efekt jaki daje w niczym nie przypomina marchewkowego, nienaturalnego odcienia, którego tak się boimy. Minusem może być obecność parafiny już na drugim miejscu w składzie. Jeżeli skóra Waszego ciała jej nie toleruje, to odradzam, mnie balsam nie zrobił krzywdy i sprawdza się bez zarzutu. Nie zapchał mnie, nie podrażnił, nawet stosowany bezpośrednio po depilacji. Jest świetny również zimą, kiedy tęsknimy za latem i chcemy tylko delikatnie przybrązowić skórę. Generalnie bardzo polecam, jest niedrogi, miękka tubka o pojemności 200 ml kosztuje około 15 zł.

      Skład: Aqua, Paraffinum Liquidum , Ethylhexyl Stearate, Octyldodecanol, Arachidyl Alcohol, Behenyl Alcohol, Arachidyl Glucoside, Glycerin, Cetearyl Alcohol, Dihydroxyacetone, Butyrospermum Parkii Butter, Dimethicone, Biosaccharide Gum-1, Mentha Piperita Extract, Ceteareth-12, Parfum, Erythrulose, Caramel, Panthenol, DMDM Hydantoin, Iodopropynyl Butylcarbamate, Phenoxyethanol, Methylparaben, Butylparaben, Ethylparaben, Propylparaben, Isobutylparaben, Aloe Barbadensis Leaf Juice, PEG-8, Tocopherol, Ascorbyl Palmitate, Ascorbic Acid, Citric Acid, Disodium EDTA

      KREM CC 10w1 BIELENDA 




      Krem CC do ciała marki Bielenda, to nowość na rynku kosmetycznym, którą ja znalazłam w ShinyBoxie i w której muszę przyznać- zakochałam się od pierwszego użycia. Ten krem to „fluid” do ciała, bardzo ładnie wyrównuje koloryt skóry, nadaje jej lekką opaleniznę i kryje wszystkie drobne niedoskonałości, które chcemy zakamuflować (w moim przypadku popękane naczynka na udach), dzięki czemu skóra wygląda po prostu atrakcyjniej. Krem w opakowaniu ma dość ciemny kolor co początkowo mnie przeraziło, ale uwierzcie na słowo- dopasowuje się nawet do takiej jasnej karnacji jak moja. Stosuję go tylko na nogi, ale myślę że bez zarzutu sprawdziłby się również na ramionach czy plecach. Ma idealną, nietłustą konsystencję, łatwo się go rozprowadza, wchłania się błyskawicznie i przepięknie pachnie. Mnie ten zapach przypomina delikatne, lekko słodkie perfumy i o dziwo dość długo utrzymuje się na ciele. :)  
      Krem jest dość trwały, nie spływa z nóg nawet w czasie upału, nie ściera się też nieestetycznie w ciągu dnia. Trzeba jednak uważać, bo może brudzić jasne ubrania, choć nie powoduje jednak trudnych do usunięcia plam. Jedynym minusem, do którego można by się przyczepić są drobinki, widoczne właściwie jedynie w słońcu i sztucznym świetle. Mnie one jakoś bardzo nie przeszkadzają, chyba nawet udało mi się z nimi polubić. Nie są tandetne i w niczym nie przypominają chamskiego brokatu, ładnie odbijają światło dając efekt rozświetlonej skóry. Lubią jednak migrować. ;) Uwaga na torebki, sofy i jasne krzesła. Fajnie byłoby gdyby Bielenda wypuściła wersję bezdrobinkową, mam świadomość, że nie każdej z Was efekt rozświetlenia może odpowiadać. Mnie ten produkt daje kilka godzin piękniejszych nóg i jestem z niego bardzo, bardzo zadowolona. To fajna alternatywa dla droższych i gorzej dostępnych rajstop w kremie, świetny kosmetyk szczególnie na większe wyjścia, jestem pewna, że w przyszłym sezonie zaopatrzę się w niego ponownie. 


      Skład: 



      Opakowanie o pojemności 175 ml kosztuje trochę ponad 20 zł, ale bardzo często można ten krem dorwać w promocji. :)

      Często sięgacie po samoopalacze i produkty brązujące? Używacie ich jedynie latem, czy mieszkają w Waszej łazience przez cały rok? A może jesteście ich zupełnymi przeciwniczkami? Dla mnie to ten rodzaj kosmetyków, które z jednej strony nie są niezbędne, ale z drugiej zwyczajnie fajnie je mieć. Jestem bardzo ciekawa jakie jest Wasze zdanie. :) Dajcie znać, czy zainteresowałam Was którymś z produktów i jakie macie zdanie na ich temat. 

      Ściskam :*

      ZOBACZ TAKŻE:

      MOJA OPINIA O HERBATACH TEEKANNE

      czwartek, Sierpień 14th, 2014

      Witam Was serdecznie! Zapraszam na recenzje otrzymanych herbat od Teekanne. O podjęciu współpracy pisałam tu. 

      Zapraszam Was do zapoznania się z ciekawą ofertą firmy oraz polubienia fanpage’a.

      STRONA PRODUCENTA     lub     FANPAGE

      Moja opinia:

      Tradycyjnie w opakowaniu znajdziemy 20 torebek herbaty, które dodatkowo są zapakowane z osobna. Herbaty po odpowiednim zaparzeniu uwalniają

      MOJA OPINIA O HERBATACH TEEKANNE

      czwartek, Sierpień 14th, 2014

      Witam Was serdecznie! Zapraszam na recenzje otrzymanych herbat od Teekanne. O podjęciu współpracy pisałam tu. 

      Zapraszam Was do zapoznania się z ciekawą ofertą firmy oraz polubienia fanpage’a.

      STRONA PRODUCENTA     lub     FANPAGE

      Moja opinia:

      Tradycyjnie w opakowaniu znajdziemy 20 torebek herbaty, które dodatkowo są zapakowane z osobna. Herbaty po odpowiednim zaparzeniu uwalniają

      WSPÓŁPRACA z ‚SIROCCO TEA’

      poniedziałek, Sierpień 11th, 2014

      Cześć! Ostatnio podjęłam współpracę z ‚Sirocco Tea’. Marka ta jest producentem światowej klasy luksusowych herbat ekologicznych.

      Zapraszam Was do zapoznania się z ofertą firmy oraz polubienia fanpage’a.

      STRONA PRODUCENTA     lub     FANPAGE

      Do przetestowania otrzymałam 18 saszetek herbaty w różnych wariantach smakowych. Pierwsze na co zwróciłam uwagę to, że herbaty są w 100% ekologiczne

      Mary Kay cc krem- jak się sprawdza?

      poniedziałek, Sierpień 11th, 2014

      Najpierw były kremy bb , nastała era kremów cc;p czy jakoś tak… w historię nie będę się wgłębiać….
      Jak usłyszałam, że Mary Kay wypuściło takowy to pomyślałam sobię… oho muszę kupić wszak uwielbiam ich podkłady :)

      Krem jest zamknięty w tubce i to co wyróżnia go od podkładów to, to , że ma pompkę. Tylko tego brakuje mi w podkładach :)

      Krem jest dostępny w 3 wersjach kolorystycznych

      Ja wybrałam kolor o dziwo pośredni czyli light-to- medium, ale najjaśniejszy wydawał mi się za jasny na lato. W prawdzie sie nie opalam ale nigdy nie wiadomo ;)
      Ja mimo wszystko pod ten krem , juz z przyzwyczajenia kładę krem nawilżający, ale coś mi się ostatnio dzieje z twarzą, że potrzebuję większego nawilżenia.
      1 pompka wystarcza na pokrycie całej twarzy- wydaję mi się, że produkt jest wydajny :)
      Lubię go za to, że ma całkiem niezłe krycie, a przy tym łądnie rozświetla i nadaje zdrowego kolorytu.
      Jest kryjacy ale nie tak ciężki jak podkład.
      Starałam się uchwycić zdjęcie przed i po ale nie wiem czy coś widać, 
      Jedno co muszę zarzucić temu kremowi to cena… przegięli troche 
      109 zł za 29 ml
      Szukam więc tańszego odpowiednika… jakieś sugestie z waszej stronty?
      Chwalę się, ale temu eyelinerowi nie mogłam się oprzeć….

      PERFUMY YODEYMA, HERBATY ASTRA, OLEJKI ETERYCZNE czyli PRZESYŁKI z OSTATNICH TYGODNI

      sobota, Sierpień 9th, 2014

      Witam! W dzisiejszym poście przedstawię Wam przesyłki z ostatnich dwóch tygodni. Ostatnio był szał na masełko z ‚The Body Shop’, a teraz jest szał na perfumy Yodeyma i herbatki Astra.

      1. Próbki perfum o pojemności 15 ml każda.

      Jestem zauroczona tymi zapachami i pozytywnie zaskoczona trwałością! Jeżeli jesteście zainteresowani otrzymaniem bezpłatnej próbki perfum to wystarczy, że wypełnicie

    • Najnowsze wpisy

    • Najnowsze komentarze

    • Archiwa

    • Kategorie