Jeśli jesteś właścicielem tej strony, możesz wyłączyć reklamę poniżej zmieniając pakiet na PRO lub VIP w panelu naszego hostingu już od 4zł!

Darmowe probki markowych kosmetyków – Nowe!

» 2013 » Listopad Kolejna witryna oparta na WordPressie

Szukaj

Archive for Listopad, 2013

KOLEJNA WYGRANA NA FACEBOOK’U !

piątek, Listopad 29th, 2013

Dziś zawitał do mnie kurier z paczką, w której znajdowała się nagroda w postaci latarki. Konkurs organizowany był przez Extramarket na facebook’u. Zapraszam Was na ich facebook, na którym aktualnie organizowany jest kolejny konkurs z bardzo fajnymi nagrodami dla dzieci. 

FACEBOOK   lub   SKLEP INTERNETOWY
Latarka wbrew pozorom jest solidnie wykonana. 

KOLEJNA WYGRANA NA FACEBOOK’U !

piątek, Listopad 29th, 2013

Dziś zawitał do mnie kurier z paczką, w której znajdowała się nagroda w postaci latarki. Konkurs organizowany był przez Extramarket na facebook’u. Zapraszam Was na ich facebook, na którym aktualnie organizowany jest kolejny konkurs z bardzo fajnymi nagrodami dla dzieci. 

FACEBOOK   lub   SKLEP INTERNETOWY
Latarka wbrew pozorom jest solidnie wykonana. 

W odcieniach fioletu, czyli coś dla zielonookich.

piątek, Listopad 29th, 2013

Od kiedy w mojej kosmetyczce zamieszkały dwa kosmetyki do makijażu oczu marki Mary Kay z serii at play, po raz kolejny utwierdziłam się w przekonaniu, że moje zielone oczy uwielbiają fiolet! Kurcze, rzeczywiście coś w tym jest. :) Nic tak ładnie nie podbija zielonej tęczówki jak właśnie odcienie fioletu. I to nie byle jakie! Mary Kay przygotowała dla nas ciekawe połączenie chłodnej śliwki, wpadającego w róż burgundu i szampańskiego złota, które świetnie sprawdzi się zarówno w codziennym, jak i bardziej wyrazistym, wieczorowym makijażu.


Odcień kredki do oczu Purple Smoke jest właściwie identyczny z najciemniejszym cieniem wchodzącym w skład małego wypiekanego trio. Świetnie sprawdza się jako baza pod makijaż, cień do powiek, jak również do zaznaczenia zewnętrznego kącika czy dolnej powieki. Jakby się uprzeć to możnaby i narysować nią kreskę. ;) Kredka jest szalenie wydajna- jedno naostrzenie jej wystarcza nam na wykonanie kilku makijaży, trwała i  dobrze napigmentowana. Utrzymuje się na powiecie spokojnie przez większą część dnia, jest miękka, a sama jej aplikacja nie sprawia właściwie żadnych trudności. To co wyróżnia ją na tle innych kredek tego typu to fakt, że dobrze się rozciera, bez problemu blenduje i łączy z cieniami do powiek. Można przy jej pomocy wyczarować piękne smoky eyes, właściwie z użyciem tylko jednego cienia. Choć bym chciała- nie mam się do czego przyczepić!

Najbardziej zachwycił mnie chyba jednak kolor- cudnie mieni się w słońcu i ozłaca spojrzenie, absolutnie nie powodując efektu „zmęczonego oka”. Jeżeli jednak nie lubicie drobinek na oku i stawiacie na matowe, mniej zwracające na siebie uwagę produkty do makijażu oczu- odradzam Mary Kay. Ja lubię taki efekt, nawet na co dzień. :)

Wypiekane cienie do powiek w odcieniu On the horizon przywodzą na myśl wrzosowisko o zachodzie słońca. Odcienie są przepiękne i idealnie dobrane! To świetne rozwiązanie w podróż, na wakacje, ale i na co dzień, taki sprawdzony zestaw, kiedy się spieszymy i nie mamy czasu albo ochoty na kombinowanie z makijażem.

Cienie są dość twarde, ale o dziwo bardzo łatwo nabierają się na pędzel. Nawet bez użycia bazy nie ma problemów z wydobyciem z nich intensywności, co zresztą możecie zobaczyć poniżej:

On the horizon, to trio typowo perłowe, które na całe szczęście nie ma jednak nic wspólnego z chamskimi drobinami, wędrującymi po całej naszej twarzy. Wręcz przeciwnie- na „solidnej podstawie” (czytaj bazie pod cienie ;) ) zupełnie się nie osypują, a makijaż bez poprawek wygląda bardzo ładnie właściwie przez cały dzień.

Można je nakładać zarówno na sucho (jeżeli zależy nam na bardziej subtelnym, delikatnym efekcie, w sam raz do szkoły czy pracy), albo na mokro (to już jest wersja ekstra, typowo imprezowa- pięknie lśnią, zyskują jeszcze większą trwałość i intensywność! :) ) W obu przypadkach cienie dobrze się ze sobą łączą i bez problemu rozcierają.

Minusy? Bez użycia bazy zdarza im się rolować na powiecie po kilku godzinach. Trochę brakuje mi też mini aplikatora dołączonego do zestawu. Więcej nie zauważyłam. ;)

Podsumowując- niesamowicie polubiłam ten duet i często po niego sięgam. Baaardzo cenię sobie to, że mogę z jego pomocą zarówno delikatnie podkreślić i rozświetlić spojrzenie, jak i wyczarować bardziej wyrazisty, przyciągający wzrok makijaż. Najbardziej zachwyciły mnie kolory- uważam, że są bardzo eleganckie i idealnie dobrane do wszystkich posiadaczek zielonych oczu i fanek fioletu na powiekach. Duży plus za pigmentację, trwałość i bezproblemową aplikację. Poważnie zastanawiam się nad zakupem innych wersji kolorystycznych, złota kredka Gold Mine i cienie Tuxedo z tej serii coraz bardziej się do mnie uśmiechają. ;) Polecam przede wszystkim zielonookim i miłośniczkom lśniącego, lekko metalicznego wykończenia na powiekach.

Całą serię produktów At Play możecie obejrzeć TUTAJ.

Znacie kosmetyki Mary Kay? Lubicie fiolet na powiekach? :)
***

Wstałam przed 6:00, bo poczułam się w obowiązku zaszczycić Was kolejnym postem. Zapowiada się na bezproduktywny weekend i pierwszą połowę następnego tygodnia… Do środy mam po trzy koła dziennie, później powinno być lepiej- bo już tylko po jednym. :P Zastanawiam się czy Andrzejki spędzić z układem krążenia, pokarmowym, czy oddechowym… :P Też macie takie dylematy? :( ( Udanej zabawy jutro! :*

W tym miejscu dziękuję firmie Mary Kay, za udostępnienie mi tych produktów w celu ich przetestowania i zrecenzowania i jednocześnie zapewniam iż moja opinia na ich temat jest szczera i całkowicie obiektywna.

W odcieniach fioletu, czyli coś dla zielonookich.

piątek, Listopad 29th, 2013

Od kiedy w mojej kosmetyczce zamieszkały dwa kosmetyki do makijażu oczu marki Mary Kay z serii at play, po raz kolejny utwierdziłam się w przekonaniu, że moje zielone oczy uwielbiają fiolet! Kurcze, rzeczywiście coś w tym jest. :) Nic tak ładnie nie podbija zielonej tęczówki jak właśnie odcienie fioletu. I to nie byle jakie! Mary Kay przygotowała dla nas ciekawe połączenie chłodnej śliwki, wpadającego w róż burgundu i szampańskiego złota, które świetnie sprawdzi się zarówno w codziennym, jak i bardziej wyrazistym, wieczorowym makijażu.


Odcień kredki do oczu Purple Smoke jest właściwie identyczny z najciemniejszym cieniem wchodzącym w skład małego wypiekanego trio. Świetnie sprawdza się jako baza pod makijaż, cień do powiek, jak również do zaznaczenia zewnętrznego kącika czy dolnej powieki. Jakby się uprzeć to możnaby i narysować nią kreskę. ;) Kredka jest szalenie wydajna- jedno naostrzenie jej wystarcza nam na wykonanie kilku makijaży, trwała i  dobrze napigmentowana. Utrzymuje się na powiecie spokojnie przez większą część dnia, jest miękka, a sama jej aplikacja nie sprawia właściwie żadnych trudności. To co wyróżnia ją na tle innych kredek tego typu to fakt, że dobrze się rozciera, bez problemu blenduje i łączy z cieniami do powiek. Można przy jej pomocy wyczarować piękne smoky eyes, właściwie z użyciem tylko jednego cienia. Choć bym chciała- nie mam się do czego przyczepić!

Najbardziej zachwycił mnie chyba jednak kolor- cudnie mieni się w słońcu i ozłaca spojrzenie, absolutnie nie powodując efektu „zmęczonego oka”. Jeżeli jednak nie lubicie drobinek na oku i stawiacie na matowe, mniej zwracające na siebie uwagę produkty do makijażu oczu- odradzam Mary Kay. Ja lubię taki efekt, nawet na co dzień. :)

Wypiekane cienie do powiek w odcieniu On the horizon przywodzą na myśl wrzosowisko o zachodzie słońca. Odcienie są przepiękne i idealnie dobrane! To świetne rozwiązanie w podróż, na wakacje, ale i na co dzień, taki sprawdzony zestaw, kiedy się spieszymy i nie mamy czasu albo ochoty na kombinowanie z makijażem.

Cienie są dość twarde, ale o dziwo bardzo łatwo nabierają się na pędzel. Nawet bez użycia bazy nie ma problemów z wydobyciem z nich intensywności, co zresztą możecie zobaczyć poniżej:

On the horizon, to trio typowo perłowe, które na całe szczęście nie ma jednak nic wspólnego z chamskimi drobinami, wędrującymi po całej naszej twarzy. Wręcz przeciwnie- na „solidnej podstawie” (czytaj bazie pod cienie ;) ) zupełnie się nie osypują, a makijaż bez poprawek wygląda bardzo ładnie właściwie przez cały dzień.

Można je nakładać zarówno na sucho (jeżeli zależy nam na bardziej subtelnym, delikatnym efekcie, w sam raz do szkoły czy pracy), albo na mokro (to już jest wersja ekstra, typowo imprezowa- pięknie lśnią, zyskują jeszcze większą trwałość i intensywność! :) ) W obu przypadkach cienie dobrze się ze sobą łączą i bez problemu rozcierają.

Minusy? Bez użycia bazy zdarza im się rolować na powiecie po kilku godzinach. Trochę brakuje mi też mini aplikatora dołączonego do zestawu. Więcej nie zauważyłam. ;)

Podsumowując- niesamowicie polubiłam ten duet i często po niego sięgam. Baaardzo cenię sobie to, że mogę z jego pomocą zarówno delikatnie podkreślić i rozświetlić spojrzenie, jak i wyczarować bardziej wyrazisty, przyciągający wzrok makijaż. Najbardziej zachwyciły mnie kolory- uważam, że są bardzo eleganckie i idealnie dobrane do wszystkich posiadaczek zielonych oczu i fanek fioletu na powiekach. Duży plus za pigmentację, trwałość i bezproblemową aplikację. Poważnie zastanawiam się nad zakupem innych wersji kolorystycznych, złota kredka Gold Mine i cienie Tuxedo z tej serii coraz bardziej się do mnie uśmiechają. ;) Polecam przede wszystkim zielonookim i miłośniczkom lśniącego, lekko metalicznego wykończenia na powiekach.

Całą serię produktów At Play możecie obejrzeć TUTAJ.

Znacie kosmetyki Mary Kay? Lubicie fiolet na powiekach? :)
***

Wstałam przed 6:00, bo poczułam się w obowiązku zaszczycić Was kolejnym postem. Zapowiada się na bezproduktywny weekend i pierwszą połowę następnego tygodnia… Do środy mam po trzy koła dziennie, później powinno być lepiej- bo już tylko po jednym. :P Zastanawiam się czy Andrzejki spędzić z układem krążenia, pokarmowym, czy oddechowym… :P Też macie takie dylematy? :( ( Udanej zabawy jutro! :*

W tym miejscu dziękuję firmie Mary Kay, za udostępnienie mi tych produktów w celu ich przetestowania i zrecenzowania i jednocześnie zapewniam iż moja opinia na ich temat jest szczera i całkowicie obiektywna.

Sezon na kremy do rak liczone w kilogramach uznaję za otwarty

czwartek, Listopad 28th, 2013

A w raz z nim spodziewajcie się większej ilości recenzji kremów i produktów do pielęgnacji rak.
Dziś recenzja kremu do rąk rozreklamowanej już przez blogerki firmy Love me Green
Organiczny rewitalizujący krem do rąk
 
 
 
„Krem do rak z organicznym masłem Shea. Organiczne masło Shea posiada właściwości odżywcze, nawilżające i regenerujące.”
Ot cała informacja na opakowaniu :) Ok przynajmniej nie ma obietnic, których krem mógłby nie pokryć.
Na stronie producenta jest troszkę więcej informacji
„Dzięki specjalnie opatentowanej formule, ten organiczny krem do rąk skutecznie regeneruje i chroni dłonie. Unikalna receptura sprawia, że szybko się wchłania nie pozostawiając uczucia tłustego filmu na skórze dłoni. Efekt działania kremu utrzymuje się jeszcze długo po zastosowaniu, pozostawiając skórę przyjemnie gładką i aksamitną. Łagodnie rozjaśnia przebarwienia”
Krem ma 75 ml wystarczająco, żeby mi się nie znudził i na tyle mało, że mogę go nosić w torebce.
Ma ładny, delikatny zapach. Jest to ta sama nuta zapachowa jak w szamponie.
Krem nie jest gęsty, nie jest napakowany gliceryną jest dokładnie taką jak lubię. Nienawidzę takich ciężkich kremów co wchłaniają się godzinę a potem jeszcze się lepią… brrr nienawidzę.
Krem daje mi poczucie nawilżenia i odżywienia.
Lubię go za zapach, za działanie, za wchłanialność. Lubię też tą szatę graficzną.
Cena 29 zł- ale za produkty bio lub prawie bio trzeba płacić
Bardzo się cieszę, że miałam możliwość poznania tej firmy.

Sezon na kremy do rak liczone w kilogramach uznaję za otwarty

czwartek, Listopad 28th, 2013

A w raz z nim spodziewajcie się większej ilości recenzji kremów i produktów do pielęgnacji rak.
Dziś recenzja kremu do rąk rozreklamowanej już przez blogerki firmy Love me Green
Organiczny rewitalizujący krem do rąk
 
 
 
„Krem do rak z organicznym masłem Shea. Organiczne masło Shea posiada właściwości odżywcze, nawilżające i regenerujące.”
Ot cała informacja na opakowaniu :) Ok przynajmniej nie ma obietnic, których krem mógłby nie pokryć.
Na stronie producenta jest troszkę więcej informacji
„Dzięki specjalnie opatentowanej formule, ten organiczny krem do rąk skutecznie regeneruje i chroni dłonie. Unikalna receptura sprawia, że szybko się wchłania nie pozostawiając uczucia tłustego filmu na skórze dłoni. Efekt działania kremu utrzymuje się jeszcze długo po zastosowaniu, pozostawiając skórę przyjemnie gładką i aksamitną. Łagodnie rozjaśnia przebarwienia”
Krem ma 75 ml wystarczająco, żeby mi się nie znudził i na tyle mało, że mogę go nosić w torebce.
Ma ładny, delikatny zapach. Jest to ta sama nuta zapachowa jak w szamponie.
Krem nie jest gęsty, nie jest napakowany gliceryną jest dokładnie taką jak lubię. Nienawidzę takich ciężkich kremów co wchłaniają się godzinę a potem jeszcze się lepią… brrr nienawidzę.
Krem daje mi poczucie nawilżenia i odżywienia.
Lubię go za zapach, za działanie, za wchłanialność. Lubię też tą szatę graficzną.
Cena 29 zł- ale za produkty bio lub prawie bio trzeba płacić
Bardzo się cieszę, że miałam możliwość poznania tej firmy.

DARMOWA PRZESYŁKA OD SAMPLER.PRO

czwartek, Listopad 28th, 2013

Kilka miesięcy temu zarejestrowałam się na stronie Sampler.pro dopiero wczoraj dotarła do mnie pierwsza przesyłka od nich. Jeżeli jesteś zainteresowana/y otrzymywaniem darmowych paczek z nowościami to zarejestruj się na:

SAMPLER.PRO

Otrzymałam:

- próbkę balsamu do ust Carmex,
- starter z Plusa,
- nasiona maciejki,
- nasiona pietruszki naciowej.

A poniżej moje prezenty dołożone do zakupów w Rossmanie podczas nocy zakupów :)

DARMOWA PRZESYŁKA OD SAMPLER.PRO

czwartek, Listopad 28th, 2013

Kilka miesięcy temu zarejestrowałam się na stronie Sampler.pro dopiero wczoraj dotarła do mnie pierwsza przesyłka od nich. Jeżeli jesteś zainteresowana/y otrzymywaniem darmowych paczek z nowościami to zarejestruj się na:

SAMPLER.PRO

Otrzymałam:

- próbkę balsamu do ust Carmex,
- starter z Plusa,
- nasiona maciejki,
- nasiona pietruszki naciowej.

A poniżej moje prezenty dołożone do zakupów w Rossmanie podczas nocy zakupów :)

WYGRANE W KONKURSIE : PENDRIVE i TORBA ZAKUPOWA !

środa, Listopad 27th, 2013

Ostatnio pisałam Wam TU o łatwym sposobie wygrywania bardzo fajnych gadżetów na facebook’u organizowanych przez organizacje pozarządową Rodzina&kariera. Każda z nagród jest wygraną w osobnych konkursach. Wystarczyło poprawnie odpowiedzieć na jedno proste pytanie. Zawsze liczy się kolejność zgłoszeń. Zachęcam Was do udziału w ich konkursach. 

KLIKNIJ TUTAJ

Wygrałam:

- pendrive 2 GB, 
- torbę zakupową z juty.

A poniżej moje poprzednie nagrody :)

WYGRANE W KONKURSIE : PENDRIVE i TORBA ZAKUPOWA !

środa, Listopad 27th, 2013

Ostatnio pisałam Wam TU o łatwym sposobie wygrywania bardzo fajnych gadżetów na facebook’u organizowanych przez organizacje pozarządową Rodzina&kariera. Każda z nagród jest wygraną w osobnych konkursach. Wystarczyło poprawnie odpowiedzieć na jedno proste pytanie. Zawsze liczy się kolejność zgłoszeń. Zachęcam Was do udziału w ich konkursach. 

KLIKNIJ TUTAJ

Wygrałam:

- pendrive 2 GB, 
- torbę zakupową z juty.

A poniżej moje poprzednie nagrody :)
  • Najnowsze wpisy

  • Najnowsze komentarze

  • Archiwa

  • Kategorie